Przeczytałem wszystkie komentarze i doszedłem do wniosku, że muszę dorzucić jeszcze swoje trzy grosze :) Czy MZK ma za mało problemów na głowie i za dużo pieniędzy ? Przecież wiadomo, że cała ta szopka zwana zmianą barw miejskich pochłonie mnóstwo kasy, a tej przecież NIKT nie ma. Bo niby kto ma mieć ? MZK ? Miasto ? Po drugie, zanim wszystkie wagony zostaną przemalowane miną wieki. Przez najbliższe kilka lat będziemy mieli na tramwajach mieszankę wszystkich barw jednocześnie. Na początek po przyjęciu którejś z wersji przemalują pewnie kilka (w porywach kilkanaście) wozów. Te, które wożą teraz propozycje prawdopodobnie nie zostaną przemalowane do nabliżeszego remontu/modernizacji/reklamy/kasacji. Reszta będzie jeździć w starych barwach, w reklamach albo w ich resztkach. Ludzie, przecież to by był cyrk na kołach !!! Po trzecie (jak słusznie ktoś zauważył), co z autobusami ? Będziemy mieli trzy wersje malowania, tak ? Osobno tramwaje, osobno SPPK i osobno SPA ? Wtedy to już nikt nie będzie nic wiedział (a już teraz ludzie mają niekiedy problemy z rozpoznawaniem pojazdów KM). No i po czwarte : same propozycje są do bani (delikatnie mówiąc). Helmut wygląda jak by go po Dusseldorfie nie przemalowali, stodwójka ma kolory zerżnięte żywcem z Gdańska, a stopiątka wygląda jak jakaś nauka jazdy. I kto właściwie wymyślił tą dziwną czcionkę numeru taborowego ? Rozumiem, że niektórzy źle widzą, ale bez przesady ! Czy numer wagonu musi być aż tak dobrze widoczny z daleka jak numer linii ? Aha, i jeszcze jedno : dlaczego na bokach numer umieszczony jest w innym miejscu niż oznaczenia zajezdni ? Żeby ktoś kto będzie chciał się dowiedzieć o numer i zajezdnię obszedł dookoła cały wagon i podziwiał nowe barwy ?

Moja propozycja : zostawić stare barwy i nie robić niepotrzebnego zamieszania (nie ma na to czasu i pieniędzy). Tylko pod jednym warunkiem : trzymać się ściśle tych barw, a nie co wagon to inna ilość pasków, inny kolor i czcionka numeru, a w skrajnych przypadkach jakieś dziwy typu biały tył zamiast czerwonego.