widzę trzy rozwiązania takiej sytuacji. Pierwsze: Zditm ogłasza przetarg na obsługę linii na okres jednego roku. Po tym okresie idzie przetarg na 10 lat, każda linia osobno (być może wprowadzone zostano zmiany w sieci oparte na badaniach rynku), Drugie: Nie wpuszczamy nowych firm na rynek i od razu przetarg idzie na 10 lat (od razu pakietami, bo po co rozdrabniać) Trzecie wyjście. Koniec zabawy w kotka i myszkę. Przewoźnicy nie podpisują umów proponowanych przez miasto i od kwietnia nie wyjeżdżają z zajezdni.

Ogłaszając przetarg Zditm musiał się liczyć z kosztami kupna usług. Rozpisywanie przetargów i ich odwoływanie nie tylko nie pozwala przewoźnikom na wymianę taboru, ale i zniechęca nowych do współpracy z tak niepewnym partnerem (wczęsniej trzeba znaleźć i stworzyć zajezdnię , rozejrzeć się za pojazdami, przygotowac dokumetację, a to wszystko kosztuje czas i pieniądze). Jeżeli zditm sam nie wie, ile ma pieniędzy na kupno usługi będzie tak dalej pogrywać, to jedynym wyjściem jest nie podpisywanie umów przez przewoźników i nie wypuszczenie taboru na linie. Wściekli mieszkańcy szybko zmuszą władze miasta do zajęcia się tym problemem. Ciekawe, co było prawdziwą przyczyną odwołania przetargu...