Kanarek napisał(a):
Tylko musimy wziąć pod uwagę fakt, że okres inkubacyjny wirusa trwa stosunkowo długo i mało testów jest wykonywanych.

Co do okresu inkubacji wirusa to już wyjaśniłem tą kwestię w innych postach w tym wątku: od 20.04 minęło już wystarczająco dużo czasu, żeby stwierdzić wpływ tych poluzowań na statystyki (a raczej jego brak). Co do testów: zgadza się, ale akurat w ostatnim czasie ich liczba się zwiększyła, a nie na odwrót.

Nie porównujmy też otwartej przestrzeni do jakiegoś pojazdu komunikacji publicznej, bo w takim autobusie czy tramwaju nie ma dobrej wentylacji, więc powietrze też utrzymuję się tam dłużej przez co prawdopodobństwo zachorowania rośnie. W tym miejscu znalezienie rozwiązania staje się trudniejsze, a ostatnie badania wykazały, że aby się zarazić potrzeba 10-15 minut kontaktu z zarażonym (w transporcie publicznym jest to bardzo łatwe do spełnienia). Mam nadzieję, że teraz rozumiecie dlaczego to wszystko nie jest takie proste ;-)

No właśnie, te wyniki badań, które przytaczasz, jasno i wyraźnie pokazują, że zarażanie się w otwartej przestrzeni przez osoby, które stykają się ze sobą tylko przez chwilę praktycznie nie występuje. Czyli cała masa obostrzeń z tym związanych jest z miejsca do wyrzucenia (fakt, że większość z nich już na szczęście nie obowiązuje).

A co do komunikacji miejskiej: możliwe, że masz rację. Ale jak wobec tego rozwiązać ten problem? Wiemy już, że obecne limity w zestawieniu z istniejącymi możliwościami taborowo-kadrowymi i wracającym do normy popytem na przewozy ze strony mieszkańców są daleko niewystarczające. Są jakieś inne pomysły?