Szczecin artykuł

info Rozmowa z motorniczą, która przepędziła rasistę

rozmawiała Monika Adamowska, 1.12.2004

dodane 1.01.1970, godz. 1:00 przez zdjęcie profilowe użytkownika Administracja Administracja; zmodyfikowane 19.05.2005, godz. 11:58

Grażyna Winecka wyprosiła z tramwaju młodzieńca, który zaczepiał Murzyna.
Czytelniczka Ewa Zakrzewska tak opisała zdarzenie: Niedziela wieczór, wsiadłam właśnie do tramwaju nr 5. W wagonie siedział młody czarnoskóry mężczyzna. Usłyszałam rasistowskie docinki: - Nie lubimy Bambo! Pasażerów o ciemniejszym niż kremowa odcieniu skóry prosimy o opuszczenie tramwaju!

To młody człowiek natarczywie szukał zaczepki. Atakowany nie reagował, ale zareagowała motornicza. Zatrzymała tramwaj, podeszła do rasisty.

- Wszyscy rodzimy się ludźmi i do nikogo nie wolno tak się zwracać! - powiedziała stanowczo do młodzieńca. - Jak się pan nie uspokoi, wezwę pierwszy radiowóz, jaki zobaczę!

Młodzieniec od razu opuścił wagon. - Nie będę jechał z czarnym - rzucił na odchodnym.

Odnaleźliśmy odważną motorniczą.

Monika Adamowska: Bała się Pani?

Grażyna Winecka: Czasem najpierw reaguję, a potem się zastanawiam. Ta sytuacja trwała zbyt długo. Już od stoczni młody człowiek zaczepiał pasażera. Głośno go obrażał. Tamten przesiadał się, a ten za nim. Pił piwo. Nie mogłam dłużej tego tolerować. Jak tylko zjechałam z pl. Grunwaldzkiego na następny przystanek, zareagowałam. Odwagi dodało mi to, że wtedy w mieście krążyło sporo radiowozów. Pomyślałam, że w razie czego wyjdę i zatrzymam któryś. Nie myślałam o strachu.

A kiedy już Pani ochłonęła?

- Rozglądałam się potem, czy gdzieś go nie ma. Czy nie czeka, żeby rzucić kamieniem. Ale byłam z siebie dumna. Zawsze kłamstwo i chamstwo mnie rusza.

Miała Pani wcześniej podobne sytuacje?

- Nawet trudniejsze. Raz jechała cała grupa dwudziestoparolatków. Pili piwo, palili papierosy i obrażali pasażerów. Chłopaki metr osiemdziesiąt, a ja mam - jak to mówią - 50 kg jak namoknę po deszczu. Ale musiałam zareagować, bo pasażer podszedł i prosi, że chce jechać w spokoju. Wyprosiłam ich, zagroziłam policją. Potem przed tramwajem stanęli z butelkami i próbowali mnie zastraszyć.

To niełatwo z pasażerami?

- Oj czasem, zwłaszcza z młodzieżą niełatwo. Z koleżanką zaczęłyśmy pracę 15 lat temu. Nieraz narzekałyśmy, a dziś wiemy, że wtedy to była Kanada w porównaniu z dzisiejszym zachowaniem. Jakoś więcej agresji, mniej kultury. Ludzie znerwicowani wyżywają się na nas. Na przykład wczoraj nie było prądu, więc nie mogłam jechać. Naskoczyli na mnie, że to moja wina. Ci, którzy piszą na nas skargi, powinni w szczycie godzinę, dwie pokierować tramwajem. Wtedy 90 proc. skarg by nie było.

Ale tyle lat Pani jeździ, więc chyba trochę lubi tę pracę?

- Pewnie, że tak. Mam teraz swojego helmuta, czyli GT6. Dobrze się w nim czuję. Ma dobre hamulce. Czuję, że mam go w garści.

Nie chciała Pani jeździć w innym mieście?

- Nie. Jestem szczecinianką od urodzenia. Dobrze mi tu. Lubię to miasto. Owszem, zastanawiam się, jak np. jeździ się w Niemczech. Pewnie jest spokojnie, grzecznie. To musi być jakaś poezja nie jazda. Ale jak tylko bym spróbowała, pewnie zaraz chciałabym tutaj wracać.

źródło: Gazeta Wyborcza

brak komentarzy