Szczecin artykuł

Niebezpieczna jazda kierowcy autobusu

Andrzej Kulej, Gazeta Wyborcza,

dodane przez MQ; zmodyfikowane

Kierowca autobusu linii B jechał bardzo szybko. Na widok policji zahamował tak gwałtownie, że moje siedmiomiesięczne dziecko omal nie wypadło z wózka - skarży się nasz czytelnik.
Pan Damian Cymbor jechał autobusem pośpiesznym linii B (o numerze bocznym 2886). Razem z nim żona oraz dziecko w wózku. Była środa, między godz. 18 a 19.

- Kierowca miał ciężką nogę - opowiada pan Damian. - W okolicy mostu Pionierów zahamował na widok policji kontrolującej inny pojazd. Zrobił to tak gwałtownie, że aż mnie obróciło tyłem do kierunku jazdy, a wózek niebezpiecznie się przechylił. Zwróciłem kierowcy uwagę. Ten odpowiedział mi, że przewożenie dziecka w wózku jest sprzeczne z przepisami.

Według kierowcy dziecko powinno znajdować się na rękach osoby dorosłej. - Przecież, gdybym miał je na rękach, mogłoby zostać zgniecione - żali się pan Damian.

Tymczasem kierowca nie miał racji. - Nie ma szczególnych przepisów w tej kwestii i trzeba stosować ogólne środki ostrożności - wyjaśnia Jacek Pok z Akademii Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego.

Wszystko zależy od zdrowego rozsądku kierowcy i pasażerów. - Kierowcy przechodzą specjalne szkolenia, ale co poza szkoleniami możemy zrobić? - pyta Marek Hańko, rzecznik prasowy Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego.

ZDiTM oraz SPA Dąbie (do tej spółki należy autobus) mają dokładnie zbadać i wyjaśnić sprawę. Ukarać kierowcę może jedynie zwierzchnik. Minimalną karą może być zabranie premii, większą - postępowanie dyscyplinarne. - Jeżeli winę ponosi kierowca, zostanie ukarany - zapowiada Włodzimierz Zdulski, zwierzchnik kierowców w SPA Dąbie.

źródło: Gazeta Wyborcza

brak komentarzy