Szczecin artykuł

Nożownik zaatakował w autobusie

Mariusz Rabenda, lew, Gazeta Wyborcza,

dodane przez MQ; zmodyfikowane

Młody mężczyzna poderżnął gardło przypadkowej pasażerce, bo "planował kogoś zabić". Uratowano ją dzięki szybkiej reakcji kierowcy.
Do tragedii doszło we wtorek o godz. 9.30 w autobusie linii 101 z Jasienicy do Szczecina. Jechało nim około 50 osób. Przy ul. Kościuszki, tuż przy rynku w Policach, 20-letni Paweł K. wyciągnął finkę i podciął gardło stojącej przed nim kobiecie. Moment później próbował podciąć gardło również sobie, ale pasażer znajdujący się w pobliżu powalił go na podłogę i obezwładnił.

- Ludzie nawet specjalnie nie krzyczeli - relacjonuje Leszek Podgórski, kierowca autobusu, w którym doszło do zamachu. - Obejrzałem się do tyłu. Kobieta szła w moim kierunku. Była cała zakrwawiona. Myślałem, że przeciął jej tętnicę. Zanim zajechałem na pogotowie, mogła stracić nawet litr krwi.

Kierowca, niewiele się zastanawiając, zmienił natychmiast trasę i pojechał pod stację pogotowia ratunkowego. Dzięki temu kobieta żyje. 29-letnia Aldona R. od razu trafiła na blok operacyjny.

- Pacjentka przeszła operację i czuje się już dobrze - tłumaczył po południu dr Andrzej Narożnik, który pełnił wczoraj dyżur w szpitalu. - Nic więcej nie mogę powiedzieć. Leży na oddziale chirurgii. Nie wiadomo, kiedy będzie mogła opuścić szpital. Wszystko zależy od tego, jak to się będzie goiło.

Obezwładnionego napastnika oddano w ręce policjantów.

- Zanim przyjechali, chłopak wykrzykiwał, że od dawna planował kogoś zabić - opowiada Podgórski. - Schował finkę do pokrowca, a potem do plecaka.

Zdaniem kierowcy Paweł K. nie wyglądał na bandziora. Drobnej budowy, z chłopięcą twarzą. Nie stawiał oporu, gdy przekazywano go w ręce policji.

- Ustaliliśmy, że napastnik i ofiara nie znali się, mimo że oboje mieszkają w Policach - mówi sierż. Iwona Grefenheim, oficer prasowy KMP w Policach. - Przez kilka godzin przesłuchania nie udało się też ustalić przyczyny ataku.

Autobus po umyciu wrócił na trasę. Kierowca również pracował - do godz. 14. Czuł się dobrze. Tymczasem Paweł K. był przesłuchiwany w polickim komisariacie. Około godz. 16. przerwano przesłuchania. Wyprowadzany napastnik prawdopodobnie wyrwał się policjantom. Byliśmy wtedy w komendzie.

- Stój! Co robisz? - usłyszeliśmy krzyki funkcjonariuszy. A po chwili wołanie do dyżurnego: - Dzwoń na pogotowie. Skoczył na półpiętro!

Kilka minut później widzieliśmy karetkę, która sprawcę porannego zamachu odwiozła do szpitala.

- Podczas czynności stracił przytomność. Pojechał do szpitala, gdzie lekarze podejmą decyzję, kiedy do nas wróci - tylko tyle wyjaśnił sierż. Grefenheim.

W karetce Paweł K. był już przytomny, do samochodu wsiadł o własnych siłach. Za usiłowanie zabójstwa grozi mu nie mniej niż osiem lat więzienia.

Andrzej Markowski, prezes Szczecińsko-Polickiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego: Zachowanie kierowców w sytuacjach ekstremalnych jest określone zarówno w naszych wewnętrznych przepisach, jak i procedurach, jakie musimy spełniać w związku z certyfikatem ISO. W takiej sytuacji podstawowym obowiązkiem kierowcy jest zawiadomienie dyspozytora oraz wezwanie pogotowia i policji. Wprawdzie kierowca powinien czekać na miejscu wypadku na przyjazd służb, ale uważam, że w tym przypadku zachował się doskonale, jadąc na pogotowie i skracając czas udzielenia pomocy poszkodowanej. Chwała też mężczyźnie, który obezwładnił napastnika. Dzięki temu kierowca autobusu mógł jechać bez obawy o bezpieczeństwo innych pasażerów.

Aby pasażerowie byli bezpieczniejsi, w ubiegłym roku pięć autobusów wyposażyliśmy w kamery i dziesięć w niewidoczne dla pasażerów przyciski. Za ich pomocą kierowca może zaalarmować dyspozytora i wskazać miejsce, w którym jest autobus.

źródło: Gazeta Wyborcza

brak komentarzy