z kraju artykuł

Wrocław: NIK zarzuca ZDiK-owi

Marek Szempliński, Gazeta Wyborcza,

dodane przez Jacek

Nawet kilkanaście mln złotych mógł stracić wrocławski ZDiK na biletach tramwajowych i autobusowych - twierdzą kontrolerzy z NIK. Zarzucają niewłaściwy nadzór i błędy podczas przetargów.
Na dzisiaj planowane jest spotkanie dyrektorów obu instytucji. Pracownicy Zarządu mają odpowiadać na zarzuty.

Inspektorzy NIK-u sprawdzali, jak bilety były produkowane, sprzedawane, a także kontrolowane w latach 2000-2004. Dotarliśmy do ich "Wystąpienia pokontrolnego".

W kilkunastostronicowym dokumencie najpoważniejszy zarzut dotyczy sprawy fałszywych biletów, które łódzka firma Engraf drukowała i rozprowadzała we wrocławskich kioskach. Miasto mogło stracić na tym nawet kilkanaście milionów złotych.

Ale Engraf drukował również legalne bilety po wygraniu ZDiK-owskiego przetargu. NIK i w organizacji przetargu dopatrzył się wiele uchybień.

W lipcu 2001 roku bilety komunikacyjne chciały drukować dla Wrocławia: Engraf i Częstochowskie Zakłady Graficzne. Oferta Engrafu była droższa o prawie jedną czwartą. Jednak komisja przetargowa zmieniła treść oferty Engrafu - obniżając cenę. I łódzka firma wygrała.

Zdaniem komisji przetargowej w kwocie przedstawionej oferty była oczywista pomyłka i komisja ją tylko poprawiła. Jednak zgodnie z przepisami to oferent powinien wytłumaczyć niejasności.

"Niedopuszczalne jest prowadzenie negocjacji między zamawiającym a oferentem dotyczących złożonej oferty oraz dokonywanie jakiekolwiek zmiany w treści złożonej oferty, w tym, zwłaszcza, zmiany ceny" - piszą w raporcie inspektorzy NIK.

Co ciekawe, zwycięska firma Engraf nie tylko przedstawiła droższą ofertę, ale i gorzej została oceniona jej wiarygodność. W świetle późniejszych fałszerstw jest to szczególnie podejrzane. A pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że komisji przetargowej przewodniczył Jerzy J., naczelnik Działu Komunikacji Zbiorowej ZDiK, który potem - jako przedstawiciel Zarządu - współpracował z Engrafem. Również to NIK wytknął w raporcie. Jerzy J. został później zwolniony ze ZDiK-u.

Na razie ani kontrolujący, ani kontrolowany nie chcą komentować sprawozdania. - Musimy poczekać. Ostateczne wyniki kontroli opublikujemy po wszystkich odwołaniach - zapowiadają pracownicy NIK-u.

- Szykujemy odpowiedź. Mamy na to miesiąc - mówi rzeczniczka prasowa ZDiK-u Ewa Mazur.

Inne zarzuty NIK-u wobec ZDiK-u:

  • Firmy kontrolerskie mogły obracać pieniędzmi od gapowiczów, a powinny one być na koncie ZDiK-u (w obrocie było nawet 5 mln zł)

  • Firmy kontrolerskie dostawały zlecenia bez przetargu

  • Odbył się przetarg na kontrolę biletową, mimo że kilka firm miało prawie identyczną cenę, co może wskazywać na zmowę

  • Firmy kontrolerskie do dzisiaj nie oddały ponad 40 tysięcy zł za przewóz, które pobrały od pasażerów

  • Niska ściągalność długów od gapowiczów, w granicach 10 proc. Firmom kontrolerskim nie udało się wyegzekwować w sumie ponad 20 mln zł

  • Zakład Kontroli Biletowej i Opłat Parkingowych, gospodarstwo pomocnicze ZDiK-u, w ogóle nie powinien powstać, bo z założenia nie mógł na siebie zarobić, a to jest niezgodne z przepisami.

    źródło: Gazeta Wyborcza

  • brak komentarzy