z kraju artykuł

Lublin: Jazda bez trzymanki

Sylwia Szewc, Gazeta Wyborcza,

dodane przez Jacek

Podróżowanie lubelskimi autobusami MPK może grozić śmiercią. Autobusy są stare i rozklekotane, a drzwi można bez trudu otworzyć w czasie jazdy. Przekonali się o tym wczoraj pasażerowie jednego z ikarusów.
- Ok. godz. 9.30 jechałem autobusem linii nr 44. Kiedy mieliśmy skręcać z al. Jana Pawła II w Nadbystrzycką, nagle jeden z pasażerów pociągnął za rozklekotane drzwi ikarusa, które bez trudu się otworzyły. Chłopak wyskoczył na ulicę i pobiegł pomiędzy samochodami. Stałem jak wryty, nie sądziłem, że tak łatwo można otworzyć drzwi w autobusie. Od razu odsunąłem się od wejścia z obawy, że się odemknie - opowiada nasz czytelnik.

- To, że mamy wysłużony tabor nie ma nic wspólnego z otwieraniem drzwi. Niezależnie od tego, czy jest to stary ikarus czy nowy mercedes, drzwi można otworzyć przy pomocy specjalnego przycisku, który jest zabezpieczony pokrywą albo używając siły - jeśli pociągniemy je do wewnątrz. Pasażerowie muszą mieć możliwość ewakuacji w sytuacjach awaryjnych, np. pożaru. Ale jeśli ktoś się o nie opiera, na pewno nie otworzą się i nikt nie wypadnie - zapewnia Stanisław Wojnarowicz, rzecznik MPK.

- To, jak zachował się pasażer jest niedopuszczalne, ale nie możemy nic zrobić oprócz apelowania o rozsądek - tłumaczy rzecznik.

Co innego mówią specjaliści z branży komunikacyjnej: - Ikarusy są bardzo starymi pojazdami, jeszcze z końca lat 70. Szczególnie te przegubowe nie są bezpieczne. Przy niskich temperaturach układ pneumatyczny przymarza i drzwi, zazwyczaj tylne, stają się bezwładne - wystarczy lekko je pociągnąć, a otworzą się. Zdarza się też, że kiedy autobus skręca, same się otwierają. W tym przypadku apele o zachowanie rozsądku nie pomogą - mówi jeden z nich.

Podobnego zdania jest Marcin Gromadzki z Uniwersytetu Gdańskiego, jeden ze współautorów planu rozwoju transportu publicznego w Lublinie: - Żeby rękoma otworzyć drzwi w nowych pojazdach potrzeba naprawdę dużej siły fizycznej, inaczej się nie uda. Co innego w przypadku starych aut, a tych jest niestety dość dużo w lubelskim MPK.

Stanisław Wojnarowicz bezradnie rozkłada ręce: - To wysłużony tabor, nie zaprzeczam. Wymieniamy go w miarę posiadanych funduszy, np. w tym roku kupiliśmy dziesięć 7-letnich mercedesów. Na więcej aut na razie nas nie stać.

W taborze MPK jest 219 autobusów i 65 trolejbusów. Większość stanowią wysłużone, mające średnio 20 lat ikarusy i jelcze. Przeciętny przebieg każdego z nich to aż 1,5 miliona kilometrów.

Dla Gazety

Marcin Gromadzki, jeden ze współautorów planu rozwoju transportu publicznego w Lublinie:

Żeby takie sytuacje nie powtarzały się, najlepszym rozwiązaniem byłoby kupno kilkuletnich aut niskopodłogowych renomowanych marek zachodnich, które mają nowocześniejszą konstrukcję od ikarusów. Zauważyli już to lubelscy przewoźnicy prywatni, którzy od kilku miesięcy sprowadzają takie samochody z Zachodu. To nie jest kosztowna inwestycja, a na pewno poprawia bezpieczeństwo pasażerów.

Witold Laskowski, z KMP w Lublinie:

Nie słyszałem wcześniej o takiej sytuacji. Pasażera poniosła chyba fantazja ułańska. Spowodował realne zagrożenie w ruchu, bo nie tylko jemu mogło coś się stać, ale i tym, którzy byli na drodze. Grozi za to kara grzywny do 5 tys. zł.

źródło: Gazeta Wyborcza

brak komentarzy