z kraju artykuł

Poznań: Poznań był pierwszy - rewolucja w komunikacji miejskiej

Lech Bojarski, Gazeta Wyborcza,

dodane przez MQ

Gdy trzynaście lat temu - 1 stycznia 1993 roku - MPK jako pierwszy przewoźnik w Polsce wprowadziło bilety czasowe, wielu pasażerów przeżyło szok. Pomysł jednak sprawdził się i za naszym przykładem poszły inne miasta.
- To nie była łatwa decyzja - wspomina moment wprowadzania biletów czasowych pomysłodawca, dr Andrzej Krych z Biura Inżynierii Transportu w Poznaniu. - Odbyło się wiele dyskusji, radni długo maglowali temat. W końcu ówczesny prezydent miasta Wojciech Szczęsny Kaczmarek miał podjąć decyzję. Spytał mnie wtedy: panie doktorze, czy to wyjdzie? Wyjdzie, odpowiedziałem - mówi dziś Krych.

Na początku lat 90. komunikacja miejska w Poznaniu w niczym nie przypominała obecnej. Ponad 20 linii tramwajowych, ale rzadko kursujące tramwaje i zupełnie fikcyjne rozkłady jazdy. Rewolucja była nieuchronna. - Postawiliśmy na minimalną liczbę linii, a maksymalną częstotliwość kursowania - opowiada dr Krych. - Trzeba było zmienić rozkłady jazdy i wprowadzić kontrolę jakości usług. Zaczęła się liczyć punktualność - dodaje.

1 stycznia 1993 r. weszły w życie zmiany, które w dużej części obowiązują aż do dziś. Zredukowano liczbę linii do 13, narzucono 10-minutową częstotliwość kursowania i wprowadzono taryfę czasową w tramwajach. - To był koszmar. Mieszkałam wtedy na górnym tarasie Rataj. I nagle sprzed mojego domu zniknęły tramwaje linii nr 0 i 23. Pojawiły się za to inne, ale ciężko było się do tego przyzwyczaić. Zwłaszcza do tych ciągłych przesiadek, bo już nigdzie dalej nie dało się dojechać jednym tramwajem - wspomina nasza Czytelniczka, pani Halina. Dr Andrzej Krych tłumaczy: - Redukcja liczby linii zmuszała do przesiadek, a więc pasażer musiał mieć bilet, który by do tego uprawniał. Stąd bilet czasowy.

W styczniu 1993 r. bilet 10-minutowy kosztował 1800 zł, 30-minutowy 3600 zł, a godzinny 5400 zł. Pasażerowie nie od razu przekonali się do taryfy czasowej. Jej wady łatwo było wytknąć - w przypadku utknięcia tramwaju lub autobusu w korku pasażer dopłacał, kasując kolejne bilety. Ale z drugiej strony za krótką podróż w Poznaniu płaciło się mniej niż w innych miastach. No i u nas można się było przesiadać z raz skasowanym biletem.

Taryfa czasowa po pierwszych zgrzytach przyjęła się w Poznaniu na dobre. Wobec naszego pomysłu obojętni nie pozostali także inni krajowi przewoźnicy. Dziś bilety czasowe obowiązują w większości dużych miast Polski, m.in. w Szczecinie, Łodzi, Gdańsku, a także na Śląsku. - Myślę, że pasażerowie już by nam nie pozwolili wrócić do starych zasad - mówi Wojciech Tulibacki, szef poznańskiego MPK.

Według początkowych założeń bilet czasowy miał być tani i zachęcać do wybierania jazdy tramwajem zamiast samochodem. Historia potoczyła się jednak inaczej. Radni, którzy decydowali o podwyżkach cen biletów, przyjęli bowiem zasadę, by ograniczać wzrost cen biletów sieciowych kosztem jednorazowych. Stąd ceny biletów czasowych rokrocznie rosną. Od 1 kwietnia 2006 r. 10-minutowy ma kosztować już 1,40 zł.

źródło: Gazeta Wyborcza

brak komentarzy