Szczecin artykuł

W tramwaju można wszystko

Tomasz Tokarzewski, Kurier Szczeciński,

dodane przez MQ; zmodyfikowane

- Kiedy słyszę "Romek, będziesz miał wynajem", pytam tylko: "dla kogo?" - śmieje się Roman Mirek, dla którego szczecińskie tramwaje nie mają żadnych tajemnic. Motorniczym jest od 1979 r. - Gdy dowiaduję się, kto zamówił kurs, najczęściej jestem w stanie przewidzieć, jaki będzie przebieg i atmosfera.
Nic dziwnego, skoro wynajmowanie tramwaju stało się modne nie tylko wśród zagranicznych turystów. Można w nim świętować każdą okazję. Korzystają z tego firmy, biura podróży i osoby prywatne.

Wszystko przez Sochańskiego

Najchętniej wynajmowane są wagony zabytkowe. Rarytasem jest Bremen z 1926 r. Ze względu jednak na wiek i zastosowane w nim rozwiązania techniczne, na miasto wyjeżdża rzadko. Nie ma mowy, by wyruszył, gdy jest ślisko, albo w godzinach szczytu - jest zbyt wolny i mógłby powodować opóźnienia na normalnych liniach. Dlatego z zajezdni wyjeżdża tylko na parady lub przy szczególnych okazjach. Pierwszym odrestaurowanym zabytkiem była zaś eNka z 1956 r. Nietypowa, jak na dzisiejsze czasy. Ma bowiem ręcznie rozsuwane drzwi, w dodatku po obu stronach wagonu. Tak kiedyś wyglądały wszystkie tramwaje, bo nie każdy przystanek końcowy miał pętlę. Można nią jechać także w dowolną stronę, bo na obu końcach ma pulpity, pozwalające na jazdę do przodu. Tramwaj, który dojeżdżał do końca trasy nie był zawracany - motorniczy przechodził po prostu od jednego pulpitu do drugiego i jechał w drogę powrotną.

- Nie wiem, jaki był udział prezydenta Bartłomieja Sochańskiego. Czy on nakazał wyremontować stary tramwaj, czy też ktoś w naszej firmie wpadł na pomysł, by mu zrobić niespodziankę - przyznaje Roman Mirek. - Ale faktem jest, że prezydent poprowadził ten tramwaj jako pierwszy po wyremontowanej ul. Arkońskiej.

Z powodu fatalnego stanu torów tramwaje do Lasku Arkońskiego przestały jeździć 3 stycznia 1994 r. Powróciły tam 26 lipca 1997 r. Wagony typu N nie były już eksploatowane od ponad pół roku. Ale ten wyremontowany znacznie odbiegał wyglądem od tych, które szczecinianie mieli jeszcze w pamięci. Dlatego każde jego pojawienie się na mieście budziło jeśli nie sensację, to przynajmniej zaciekawienie. A pojawiać zaczął się często, bo pod koniec 1998 r. zaczęło powstawać Szczecińskie Towarzystwo Miłośników Komunikacji Miejskiej. Wprawdzie formalności i rejestracja trwały kolejny rok, ale nie przeszkadzało to pasjonatom regularnie się spotykać i gromadzić pamiątki związane z komunikacją miejską. Co i rusz wymyślano tylko pretekst, by odremontowanym wagonem wyjechać na choćby krótką przejażdżkę. A to spowodowało zainteresowanie. Gdy tramwaj przejeżdżał przez miasto, wiele osób chciało się nim przejechać. Gdy obwieszczano, że jest to przejazd zamknięty, na wielu twarzach pojawiał się smutek. Jednocześnie pytano, co można zrobić, by stać się uczestnikiem takiego przejazdu. Dlatego MZK zaproponowało wynajem wagonu na godziny.

- Z czasem odnowiono następne zabytki - wspomina Roman Mirek. - Kolenja eNka jest wysoka, jeździ już tylko w jednym kierunku, za to ma charakterystyczne, szerokie drzwi.

Wynająć można także skład wagonów, przywrócony do stanu, w jakim zakończyły normalną służbę w Szczecinie, z drzwiami automatycznymi i kabiną motorniczego. Chlubą jednak jest wspomniany już Bremen, który cudem tylko uniknął pocięcia na złom. Tak naprawdę złożono go z dwóch wagonów, bo poniemieckie tramwaje przerabiano na techniczne, pługi czy solarki, mocno zmieniając ich wygląd.

Stali klienci

Ponieważ STMKM nadal organizowało wiele imprez, wagony były widoczne na mieście. A to sprawiło, że posypały się zamówienia.

- Jednym ze stałych klientów jest choćby "Kurier Szczeciński" Na początku marca czekam w zasadzie tylko na telefon, bo tradycją już jest, że przez kilka godzin rozwozimy po mieście kwiatki w Dniu Kobiet. Kończymy wczesnym popołudniem, bo potem mam kolejne stałe zamówienie. Wożę wtedy grupę pań, które znają się od lat, ale najwyraźniej na co dzień nie mają zbyt wiele czasu na spotkania czy plotki. Dlatego w Dniu Kobiet wożę je po mieście, a one siedzą w jednym z zabytkowych wagonów i rozmawiają. Jest przy tym zawsze jakieś ciasto, symboliczna lampka szampana i dużo zabawy. Gdyby ich albo "Kuriera" zabrakło, Dzień Kobiet byłby jakiś dziwny - śmieje się.

Do stałych klientów należą też... partie polityczne. Te jednak zgłaszają się dopiero podczas kampanii wyborczych. Wagony wożą wtedy kandydatów, są oblepione ich plakatami, a z głośników płyną hasła i obietnice. Bywa, że takim tramwajem może przejchać się zwykły pasażer. Ma wtedy okazję porozmawiać z kandydatem na posła czy senatora. Przynajmniej raz w roku także tramwaj staje się mocno "kulturalny". Promuje w ten sposób Operę na Zamku lub jej najnowszy repertuar.

Wycieczki

Częstymi klientami są też grupy turystów. Niektóre biura podróży mają w stałej ofercie zwiedzanie miasta starym tramwajem. Najbardziej zachwyceni są chyba Skandynawowie. I jednocześnie najbardziej zdyscyplinowani. Jeśli tramwaj ma podjechać np. w okolice Zamku o 16.05, to nie ma mowy by byli choćby minutę później. Wiedzą, że należy przestrzegać rozkładu jazdy, nie chcą sprawiać motorniczemu kłopotów. Karnie czekają znacznie wcześniej, wsiadają bez ociągania, a starym wagonem zachwycają się dopiero podczas postojów na pętlach.

Z kolei Japończycy nie kryją zachwytu od samego początku i robią zdjęcia praktycznie z każdej strony. Gdyby mogli, położyliby się nawet na torach, by uchwycić obiektywem podwozie. Inna grupę stanowią Niemcy. Wielu z nich to przedwojenni mieszkańcy Szczecina. Czasem w wagonie da się wyczuć napięcie - bardzo chcą rozpoznać zapamiętane z dzieciństwa czy młodości miejsca. Gdy je ujrzą, na twarzy pojawia się uśmiech i sami mówią przewodnikom, że tu był sklep, szkoła, albo jakiś ważny urząd. Mają olbrzymią wiedzę. Podobnie jak były szczecinianin, Polak, który po wojnie został w Wielkiej Brytanii. Kiedyś przyjechał do rodzinnego miasta z kolegą z USA. Wynajęli wagon na 6 godzin i po kilka razy kazali się wozić w te same miejsca. Amerykanin był zachwycony zarówno wycieczką, jak i miastem. A nasz emigrant bez końca opowiadał o Szczecinie. Wiedział chyba wszystko - tak, jakby nigdy stąd nie wyjechał.

Nie tylko dorośli

Starym tramwajem rodzinne miasto zwiedzają także uczniowie szczecińskich szkół. To jeden z niewielu elementów edukacji regionalnej, o której w wielu szkołach się nie pamięta lub nie chce pamiętać.

- Czasem na twarzach widać znudzenie, albo mina mówi: wolę pojeździć, niż siedzieć na lekcjach - przyznaje Roman Mirek. - Ale gdy zaczynam opowiadać o mijanych miejscach, o tym, jak wyglądały dawniej, albo co się w nich wydarzyło, pojawia się zainteresowanie. Wielu uczniów, gdy spotykamy się po raz kolejny, stara się pochwalić, że też coś wie, przed wycieczką wyszukują różne ciekawostki, by mnie zaskoczyć. Często otrzymuję też rysunki od najmłodszych, którzy przedstawiają nas na wcześniejszych wycieczkach. Na rysunku jest najczęściej tramwaj i zabytkowe budowle czy charakterystyczne miejsca.

Każdy taki rysunek to miły prezent. Na honorowym miejscu w domu Romana Mirka są jednak dwa, naprawdę szczególne. Kiedyś w grupie dzieci był niewidomy chłopczyk. Słuchał wszystkiego z otwartą buzią. A na postoju chciał dokładnie "obejrzeć" tramwaj.

- Trzymałem go za rękę i prowadziłem po kolejnych elementach, tłumacząc do czego służą - wspomina motorniczy. - Z wypiekami na twarzy dotykał korb, drewnianych siedzeń, linki z dzwonkiem, a nawet piasku do hamowani i kół. Potem to wszystko narysował i muszę przyznać, że naprawdę jest to tramwaj!

Młodsi klienci jednak starym tramwajem jeżdżą nie tylko podczas szkolnych wycieczek. Standardem są dojazdy na studniówki czy bale karnawałowe. Często w tramwaju odbywa się też pierwsza część urodzin. Na trasie dosiadają się kolejni goście, składają jubilatowi życzenia i obdarowują prezentami. Dopiero gdy są wszyscy zaproszeni, wagon jedzie w pobliże lokalu, w którym rozpoczyna się właściwa impreza. Choć bywa i tak, że urodziny obchodzi się tylko w tramwaju. Tak było w przypadku najmłodszego klienta, który w zabytkowym wagonie świętował 3. urodziny. Nie liczyły się prezenty, słodycze też mało gości przyciągały. Owszem, bawili się, rozmawiali, ale najchętniej stali przy motorniczym i obserwowali, jak się prowadzi tramwaj.

W nowe życie

- Często na mieście z uśmiechem kłaniają mi się młodzi ludzie - mówi Roman Mirek. - Na szczęście mam pamięć do twarzy, więc każdego szybko sobie przypominam. A najczęściej są to ludzie, których przystrojonym tramwajem wiozłem do... ślubu.

Pierwszy był motorniczy, ale teraz jeździ każdy. Tramwaj oczekuje na pętli, a gdy goście wychodzą z kościoła, ktoś dzwoni z informacją do motorniczego. Nim goście złożą życzenia, tramwaj do nich dojeżdża. Często sunie za nim kawalkada aut, co wzbudza na mieście zrozumiałą sensację.

- Trzeba tylko dokładnie przemyśleć, czy każdy ślub może przejechać się tramwajem - mówi Roman Mirek. - Najlepiej jest, by zarówno kościół, w którym odbywa się uroczystość, jak i lokal, w którym zaplanowano przyjęcie, znajdowały się blisko torów.

Czasem przejazd tramwajem staje się największą atrakcją. Niektórzy nie zważają na nic. Najkrótszy taki kurs trwał... 4 min. Para młoda ślubowała sobie miłość i wierność do grobowej deski na Gumieńcach, w kościele przy ul. św. Kingi. Potem goście dłużej wsiadali do wagonu, niż jechali, bo gorący obiad czekał na nich... przy ul. Ku Słońcu, w Szkole Salezjańskiej. Para młoda zdecydowała się na to, mimo, że musiała zapłacić normalną stawkę.

* * *

Tramwaj wynająć może każdy. Wystarczy z wyprzedzeniem zamówić kurs w MZK Szczecin. Trzeba wybrać wagon, uzgodnić godziny przejazdu i przede wszystkim trasę, bo nie wszystkie życzenia są możliwe do spełnienia. Ceny w niektórych miastach odstraszają, bo godzinna przejażdżka kosztuje nawet 400-500 zł. W Szczecinie wystarczy 120-150.

źródło: Kurier Szczeciński

brak komentarzy