Szczecin artykuł

Na cudze konto

ToT, Kurier Szczeciński,

dodane przez MQ

Córka pana Daniela jest uczciwa. Regularnie kupuje sieciówkę, bo dużo jeździ po Szczecinie. Mimo to dostaje wezwania do zapłaty, wystawiane przez kontrolerów biletów. Cierpi cała rodzina, bo gdy dziewczyna jest poza Szczecinem, jej krewni muszą jeździć do Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego i udowadniać jej niewinność.
- Szczęście, że na razie zawsze się udało mandat anulować - mówi pan Daniel. - Czasem nawet wozimy rachunki z hoteli w innych miastach czy inne dowody potwierdzające, że to nie córka została złapana przez kontrolerów. Ale to jest jakaś paranoja!

Takich sytuacji jest więcej. Wielu innym pasażerom zdarza się otrzymywać mandaty, bo ktoś się pod nich podszywa.

- Takich sytuacji jest coraz mniej - zapewnia Magdalena Michalska, rzecznik prasowy ZDiTM. - Ale nie jesteśmy w stanie ich całkowicie wyeliminować. Jeśli gapowicz oświadczy, że nie ma przy sobie dokumentów, a dobrze wyuczył się danych innej osoby, nie jesteśmy w stanie tego wychwycić.

Nie pomaga także wezwanie policji, bo gapowicz potwierdza dane, które podał kontrolerom. Jeśli zgadza się nie tylko imię, nazwisko i adres, ale także data urodzenia czy nazwisko panieńskie matki, funkcjonariusze potwierdzają tylko zgodność danych.

- Zdarza się, że taka osoba jest przeszukiwana i okazuje się, że ma dokumenty na inne nazwisko - twierdzą kontrolerzy. - Ale takie sytuacje zdarzają się rzadko. To oznacza bowiem poważne kłopoty, notoryczni gapowicze starają się przy sobie nie mieć nic ze zdjęciem, nawet karty z biblioteki.

Tracą na tym wszyscy. Kontrolerzy i policjanci marnują czas. ZDiTM traci czas i pieniądze na postępowanie, które potem trzeba umorzyć. Najbardziej cierpi jednak pasażer, pod którego ktoś się podszywa. Najczęściej są to "dobrzy" koledzy, którzy znają szczegółowe dane pechowca. Ten przeżywa najpierw stres, gdy ujrzy wezwanie do zapłaty. Potem musi dokonać nie lada wysiłku, by zebrać dowody swojej niewinności. W końcu musi je jeszcze dostarczyć do ZDiTM i przekonać, że jest niewinny. Konieczna może się okazać nawet konfrontacja z kontrolerami. Wielu takich pasażerów zastanawia się nieraz, czy nie przestać płacić za przejazdy i nie zastosować metody, którą ich wrobiono. W końcu nieuczciwi gapowicze są bezkarni.

- Nie zawsze - ostrzega M. Michalska. - Jeśli ktoś więcej niż raz udowodni, że inny pasażer się pod niego podszył, jego dane trafiają do specjalnego spisu. Kolejna próba podania tych danych kończy się na komisariacie. Kontrolerzy takiej osobie nie wierzą już na słowo. Jeśli wpadnie, czekają ją poważniejsze konsekwencje niż kara za jazdę bez biletu.

źródło: Kurier Szczeciński

8 komentarzy