z kraju artykuł

Warszawa: Chcemy lepszej komunikacji podmiejskiej!

Krzysztof Śmietana, Gazeta Wyborcza,

dodane przez MQ

Bunt podwarszawskich samorządów. Razem będą się domagać, by ratusz ułatwił dojazd do szkoły i pracy setkom tysięcy mieszkańców miejscowości sąsiadujących ze stolicą.
- Rano podróż autobusem podmiejskim do Żerania, a potem tramwajem na Pragę zajmuje mi w sumie aż półtorej godziny! W dodatku trzeba jechać w niesamowitym tłoku - opisuje Łukasz Sieniak z Legionowa.

W takich warunkach - w korkach i ściśnięci jak sardynki - codziennie dojeżdżają do Warszawy ludzie z całej stołecznej aglomeracji. Dlatego wczoraj podwarszawscy prezydenci, burmistrzowie i wójtowie spotkali się w Piasecznie, żeby porozmawiać o tym, jak usprawnić dojazd do stolicy. - Jeśli będzie sprawna komunikacja publiczna, mniej samochodów wjedzie do Warszawy i dzięki temu znacznie zmniejszą się korki nie tylko na wylotówkach, lecz także w samym centrum stolicy - zauważył Józef Zalewski, burmistrz Piaseczna, gospodarz spotkania.

Jak Warszawa narzuca haracz

Od razu wynikł na nim drażliwy problem: najpierw trzeba rozwiązać spór Jabłonny z Warszawą o wysokość dopłat do dwóch linii podmiejskich. Dwa lata temu Zarząd Transportu Miejskiego naliczył tej gminie 190 tys. zł rocznie. Jabłonna nie zapłaciła, bo jej wójt uznał tę kwotę za "haracz". W odwecie przed tygodniem ZTM zlikwidował przystanki autobusowe w Jabłonnie. Teraz mieszkańcy muszą korzystać z zastępczych mikrobusów dojeżdżających do granic Warszawy albo z prywatnych linii.

Wczoraj nie było nawet szansy na załagodzenie konfliktu, bo mimo zaproszenia na spotkaniu nie pojawił się nikt z Zarządu Transportu Miejskiego ani ze stołecznego ratusza. - Znowu zrobili nas w konia - stwierdził wójt Jabłonny Grzegorz Kubalski.

Jednak przy okazji sporu Jabłonny z ZTM okazało się, że gmin niezadowolonych ze sposobu naliczania opłat za komunikację podmiejską jest znacznie więcej. Np. 11-tysięczny Nieporęt za jedną linię 705 musi dopłacać tyle samo co 55-tysięczne Piaseczno, przez które przejeżdża aż sześć linii. - Rocznie wychodzi 300 tys. zł, a to dla nas bardzo duża suma - mówił wójt Nieporętu Sławomir Mazur. - Wszystko przez to, że nasza gmina jest długa, a ZTM nalicza opłaty nie od liczby pasażerów, tylko od liczby kilometrów przejechanych przez autobusy.

Na wysokie opłaty narzekają też Leszno, Stare Babice czy Ożarów Maz. Gminy chcą wreszcie wymusić bardziej sprawiedliwy system. - Przynajmniej raz do roku muszą być przeprowadzone badania rentowności linii. Nie może być tak, że ZTM podkłada nam aneksy do umowy i każe płacić - stwierdził burmistrz Zalewski.

Grzegorz Ćwiek z ZTM stwierdził, że "w określonych przypadkach" umowy można renegocjować. Zaznaczył jednak, że nie może tolerować tego, co robi Jabłonna, która najpierw zgodziła się na dofinansowanie autobusów, a teraz nie płaci za nie ani złotówki.

Gminy chcą też naciskać na stolicę, by rozwijać komunikację podmiejską. Chodzi o wydłużenie tras do rozbudowujących się osiedli, np. w Józefosławiu, Piasecznie czy Bukowcu w Legionowie. Samorządy marzą też o przywróceniu wspólnego biletu na kolej podmiejską i komunikację w Warszawie. Dzięki temu znacznie staniałoby podróżowanie do szkoły czy pracy w Warszawie dla dziesiątek tysięcy mieszkańców np. Otwocka, Piastowa czy Ząbek.

W mediacjach z warszawskim ratuszem gminom obiecał pomóc poseł PO Andrzej Smirnow. Zapowiedział, że wkrótce zorganizuje w tej sprawie w Sejmie spotkanie wszystkich zainteresowanych stron.

źródło: Gazeta Wyborcza

brak komentarzy