z kraju artykuł

GOP: Nie ma już nadziei dla tramwajowej zajezdni w Chorzowie Batorym

Michał Tabaka, Dziennik Zachodni,

dodane przez MQ

W kasie Tramwajów Śląskich SA widać już chyba trzecie dno. Sytuacja jest tak poważna, że coraz głośniej mówi się o upadłości spółki. By tę ostateczną decyzję odwlec jak najbardziej w czasie, przygotowano plan restrukturyzacyjny, który pewnie Tramwajów Śląskich z kolan nie podniesie, ale może nie pozwoli już zupełnie paść.
Bez zwolnień się nie obędzie

Przedstawiciele spółki nie kryją, że głównym celem ciągle omawianego planu są oszczędności, a co za tym idzie - nie obędzie się bez zwolnień. Restrukturyzacyjne ostrze nie ominie także Chorzowa i tutejszego Zakładu Usług Technicznych i Komunikacji Tramwajowej nr 2. Największe chmury zbierają się nad zajezdnią w Chorzowie Batory, która obsługuje linie tramwajowe nr 7, 10. 11, 12, 13, 17, 33, 36 i 37.

- To jeszcze nic pewnego. Nie podjęto jeszcze żadnych konkretnych decyzji - twierdzi Bolesław Knapik, dyrektor wykonawczy i członek zarządu Tramwajów Śląskich SA.

Nieoficjalnie jednak mówi się, że los chorzowskiej zajezdni jest już przesądzony. Zostały tylko do dogrania szczegóły i udobruchanie związków zawodowych. Co może okazać się zadaniem wyjątkowo trudnym.

Ruch tramwajowy ma zostać wycofany z Chorzowa, co oznacza likwidację tutejszej zajezdni. Kursujące po mieście linie będą obsługiwane przez zakłady w Katowicach, Bytomiu, a może nawet Gliwicach.

- W Chorzowie chcemy, żeby została część warsztatowa - utrzymuje Knapik.

Tutaj więc ciągle naprawiany byłby coraz starszy tabor. Co jest dobrą informacją dla około setki ludzi zatrudnionych w części remontowej zakładu nr 2. Inni już nie mogą być tacy spokojni o swój dalszy los. - Jeżeli będą zwolnienia, to jedynie w części administracyjnej - stara się uspokoić Bolesław Knapik.

Mimo obietnic

Związkowcy są coraz bardziej nerwowi. Boją się. Wiedzą, że szukanie oszczędności - skądinąd słuszne - jest ściśle powiązane z ograniczeniem etatów. Przecież na ludziach też można zacisnąć pasa. Tutejsza "Solidarność" ciągle jednak liczy na dobry skutek rozmów, które powinni podjąć z nimi przedstawiciele tramwajowej spółki. O braku jak na razie nerwowych ruchów przekonują też inni.

- Proces restrukturyzacyjny jest w opracowywaniu - podkreśla Jan Jamrozik, przewodniczący związku zawodowego komunikacji miejskiej i transportu. - Na razie są jedynie podstawowe założenia. Bez żadnych szczegółów. Myślę, że kiedy na nie przyjdzie czas, to usiądziemy przy jednym stole z zarządem Tramwajów Śląskich i o wszystkim porozmawiamy.

Jednocześnie, "poza protokołem", związkowcy nie wykluczają organizowania akcji protestacyjnych. Łącznie ze strajkiem. Tak jak w Zakładzie Komunikacji Tramwajowej nr 3 w Bytomiu, którego też ma nie ominąć restrukturyzacyjny plon.

Związkowcy więc są spokojni, ale nie do końca pewni. Inaczej sprawa przedstawia się w stosunku do pasażerów. Szefowie tramwajowej spółki biją się bowiem w pierś, że oni nie odczują żadnych zmian.

- To dla nas priorytet. Zmiany w spółce nie mają prawa mieć wpływu na obsługę linii, czy też sam rozkład jazdy - potwierdza dyrektor wykonawczy i członek zarządu Tramwajów Śląskich SA.

Im szybciej, tym lepiej

Oszczędnościowa strategia powinna obowiązywać jak najszybciej. Im dłużej się z nią zwleka, tym tragiczniejsza sytuacja finansowa tramwajowego przewoźnika. Tym bardziej, że tegoroczna, bardzo sroga zima dala nieźle w kość szynowym pojazdom, które liczne zawieruchy przeżyły o wiele gorzej niż autobusy. Wieloletnie wagony nie wyruszały w ogóle na trasy, albo psuły się zaraz potem. Co gorsza, na horyzoncie próżno wyglądać choćby iskierki nadziei na poprawę sytuacji. Choćby w odleglejszej przyszłości.

Gminy kontra państwo

Marek Kopel, prezydent Chorzowa, stoi na czele porozumienia 14 śląskich gmin, które podpisały się pod chęcią nabycia bezpłatnego akcji spółki tramwajowej. By w ten sposób mieć wpływ na sytuację finansową przedsiębiorstwa. Zgodnie z tym dokumentem Chorzów miałby mieć 8,6 procent tramwajowych akcji (najwięcej, bo 23,2 - Katowice, a najmniej 0,5 procent - Wojkowice).

Niestety, od samego początku takiemu rozwiązaniu sprzeciwia się Ministerstwo Skarbu Państwa. Zdaniem resortu - zbycie na zasadach ogólnych akcji należących do Skarbu Państwa w prywatyzowanej spółce musi być zbyciem odpłatnym. Nic to, że w całej Polsce tramwajowe spółki przeszły w ręce samorządów lokalnych. Warszawy nie obchodzi też fakt, że śląskie miasta co roku łożą grube pieniądze na tramwaje.

Teraz o ponowne rozpatrzenie tej kwestii i zgodę jednak na bezpłatne nabycie tramwajowych akcji apeluje Tomasz Pietrzykowski, wojewoda śląski. W przesłanym do rządu komunikacje widnieje też ostrzeżenie: dalsze zwlekanie z decyzją skończy się upadkiem ruchu tramwajowego na Śląsku.

źródło: Dziennik Zachodni

brak komentarzy