z kraju artykuł

GOP: Władze Bytomia zapowiedziały rozwód z KZK GOP

Michał Tabaka, Dziennik Zachodni,

dodane przez MQ

Zapowiedź wyjścia Bytomia ze struktur Komunikacyjnego Związku Komunalnego Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego, zakończenie strajku okupacyjnego i głodówki oraz gwarancja pracy dla wszystkich bytomskich konduktorów - to efekt wczorajszego Zgromadzenia KZK GOP.
Konduktorów wyrzucicie, gapowiczów przywrócicie! - skandując takie hasła grupa kilkudziesięciu bytomskich konduktorów, wspieranych przez związkowców z "Sierpnia 80" powitała przedstawicieli 23 śląskich gmin, którzy wczoraj przybyli do Katowic.

Program pilotażowy, który przez prawie 2 lata pozwalał na zatrudnienie 283 konduktorów w PKM Bytom SA, przestaje obowiązywać 1 czerwca. KZK GOP nie chce go kontynuować. Proponuje obsługę konduktorską tylko na 11 liniach, co pozwoli na zatrudnienie ok. 150 osób. Konduktorzy nie chcą o tym słyszeć.

Wczorajsza pikieta miała nakłonić zarząd komunikacyjnej centrali do zmiany stanowiska. - Walczymy o chleb dla naszych dzieci - mówi Laura Klekocka, przewodnicząca Związku Zawodowego Konduktorów, która sama wychowuje trójkę maluchów. - Niestety, KZK GOP zachowuje się jak Łukaszenko. Jest tylko jedna, słuszna droga. Wszelkie innowacje są odrzucane.

Murem za konduktorami stoi PKM oraz władze Bytomia. - Jesteśmy zadowoleni z tego programu. Daje ludziom prace, przynosi konkretne efekty ekonomiczne - przekonuje Krzysztof Wójcik, prezydent Bytomia. - Jeżeli nie będzie kontynuowany, to wystąpimy z KZK GOP i będziemy organizować komunikacje miejską we własnym zakresie.

Ta groźba nie zrobiła na członkach Zgromadzenia KZK GOP żadnego wrażenia. Może dlatego, że Bytom z KZK GOP może rozstać się dopiero 1 stycznia 2007 r. A po drodze są jeszcze wybory samorządowe, które mogą wyłonić ludzi nie godzących się na to rozstanie. - Kiedy 2 lata temu ruszał program było wiadomo, że z samych gapowiczów nie da się utrzymać przeszło 280 osób. Wtedy odpowiadaliście, że bierzecie to ryzyko na siebie - ripostował Zygmunt Frankiewicz, prezydent Gliwic, który tak jak Roman Urbańczyk, prezes zarządu KZK GOP uważa, że nie ma finansowych przesłanek, by nadal zatrudniać tylu konduktorów.

- Nasza propozycja została kolejny raz odrzucona. To koniec negocjacji. Za kilka dni więc rozpiszemy nabór na kontrolerów biletów - zapowiada Alodia Ostroch z biura prasowego KZK GOP.

Tymczasem prezydent Bytomia obiecał konduktorom ciągłość zatrudnienia. - Będziemy dalej pracować. Władze Bytomia podpiszą stosowną umowę z PKM. Usłyszeliśmy też, że tym samym rozwód Bytomia z KZK GOP jest już przesądzony - twierdzi Klekocka, która wraz z innymi strajkującymi konduktorami wczoraj - po 15 dniach - opuściła siedzibę KZK GOP.

Wg. wyliczeń PKM tylko przez siedem miesięcy sprzedaż biletów na objętych programem pilotażowm liniach dała blisko 6 mln zł. Od tego trzeba odjąć koszty utrzymania konduktorów - ponad 600 tys. zł miesięcznie.

W grudniu KZK GOP pierwszy raz stwierdził, że program nie opłaca się i trzeba zmian. Od lutego rozpoczęły się negocjacje. W kolejnych miesiącach konduktorzy organizowali pikiety pod magistratami w Bytomiu, Gliwicach, Rudzie Śląskiej, Będzinie, Chorzowie i Katowicach. Na początku maja konduktorzy zerwali rozmowy z KZK GOP, a 8 maja rozpoczęła się okupacja siedziby KZK GOP. Tydzień później pierwszy konduktor podjął protest głodowy.

źródło: Dziennik Zachodni

brak komentarzy