z kraju artykuł

Kraj: ''Autobusy w czasie ciszy wyborczej mają stać!''

Dominik Uhlig, pcg, Gazeta Wyborcza,

dodane przez kajetansz; zmodyfikowane

Po Polsce jeżdżą setki autobusów z reklamami kandydatów na radnych, wójtów, burmistrzów i prezydentów. Jeśli od piątku o północy do 20 w niedzielę wyjadą w trasę - to według Krajowego Biura Wyborczego - złamią ciszę wyborczą.
- Jeśli przed rozpoczęciem ciszy autobus zostanie gdzieś postawiony, to może stać, nawet jeśli będzie miał na sobie reklamy. Będzie wtedy traktowany jak nośnik statyczny - jak np. billboardy, czy plakaty naklejone przed ciszą. Ale jeśli będzie się przemieszczał po mieście, to to jest dynamicznym nośnikiem informacji. I to będzie naruszenie ciszy wyborczej - powiedział nam Lech Gajzler, ekspert Krajowego Biura Wyborczego, obsługującego Państwową Komisję Wyborczą.

Ewidentny przypadek to autobus, który jeździ tylko po to, by reklamować kandydata. Taki miał np. w Warszawie jeden z kandydatów na stanowisko prezydenta miasta. Ale co z setkami autobusów komunikacji miejskiej i prywatnych przewoźników, którzy podpisali z komitetami wyborczymi umowy na ekspozycję reklam? - Nie ma różnicy. Czym się różni prywatny samochód oklejony reklamami, auto ciągnące lawetę z billboardem i autobus komunikacji miejskiej? Chyba tylko tym, że reklamy w autobusie może zobaczyć więcej osób. Przemieszczane się autobusu stanowi element kampanii wyborczej. Autobusy z reklamami w czasie ciszy wyborczej nie powinny wyjeżdżać w trasę - powtarza Lech Gajzler.

Czy to nowa interpretacja przepisów? Jeden z b. pracowników KBW powiedział nam, że kiedyś zasada była taka: - Reklamy naklejone przed ciszą wyborczą zostają tam, gdzie je naklejono. Nie ma znaczenia, czy ich nośnik jeździ czy stoi. Choć oczywiście są ewidentne przypadki - gdyby np. autobus dowoził niepełnosprawnych wyborców na głosowanie.

Podobnie traktują sprawę niektórzy komisarze wyborczy w kraju. Gajzler jest pewien: - Sprawdziłem. Taka sama była interpretacja PKW w czasie poprzednich wyborów.

Za złamanie ciszy wyborczej sąd może wymierzyć grzywnę. Nie jest jasne czy przewoźnikowi, czy komitetowi, którego kandydat jest reklamowany? - Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie, bo nie decyduje o tym PKW. Każdą sprawę indywidualnie ocenia sąd - mówi Gajzler.

Przewoźnicy: autobusy będą jeździć

Na Śląsku oplakatowane autobusy nie zostaną w zajezdni. Henryk Szary, prezes PKM w Gliwicach, jednego z największych na Śląsku, mówi, że nawet gdyby chciał szybko zerwać plakaty wyborcze, to i tak nie ma do tego wystarczającej liczby ludzi. - Zresztą, nie widzę różnicy między billboardem wyborczym a autobusem. Billboardów nikt nie będzie ściągał więc dlaczego nie mogą kursować autobusy oklejone plakatami?- dziwi się Szary. Prezes MPK Częstochowa Krzysztof Nabrdalik odwołuje się do zasad wolnego rynku: - Mnie nie interesuje, czy reklamowana jest osoba kandydata czy np. kurs prawa jazdy. Nas wiążą z komitetami umowy zawarte w glorii prawa, które wygasają po wyborach.

Również Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne w Radomiu nie zamierza zatrzymywać 150 autobusów oklejonych reklamami kandydatów na radnych, prezydenta czy do sejmiku. Nie będzie ich także zrywać. - Skonsultowaliśmy się z państwową komisją wyborczą w Radomiu i okazało się, że zakaz dotyczy tylko takich przypadków, w których kandydat ma oklejony swoimi plakatami samochód i jeździ nim podczas ciszy - mówi Tadeusz Socha, prezes MPK. Podobnie w Szczecinie. - Czym się różni plakat na autobusie od plakatu na słupie naklejonym w mieście? - pyta Włodzimierz Sołtysiak, prezes Szczecińskiego Przedsiębiorstwa Autobusowego "Dąbie".

W Bydgoszczy - to samo. Po mieście jeździ ponad 70 autobusów i tramwajów z reklamami. Umowy z komitetami wyborczymi nie przewidują zdjęcia z pojazdów wizerunków kandydatów na sobotę i niedzielę. - Kontaktowaliśmy się z komitetami i one nic nie wiedzą o takich przepisach. Dlatego nie mam podstaw do zdejmowania reklam - mówi Witold Dębicki, dyrektor MZK w Bydgoszczy.

Kielce posłuchają Komisji

Najbardziej świadomi wykładni KBW są przewoźnicy z kielecczyzny. PKS w Ostrowcu Świętokrzyskim podpisał osiem umów z komitetami wyborczymi. - Zgodnie z nimi plakaty mają być eksponowane do piątku - mówi Sławomir Pędzik, zastępca dyrektora ostrowieckiego PKS. Nie był jednak pewien czy plakaty znikną przed ciszą.- Kontaktowaliśmy się z Państwową Komisją Wyborczą i powiedziano nam, że nie musimy ich usuwać. Może więc zaproponujemy komitetom wyborczym przedłużenie umowy. Za to w Ostrowcu Świętokrzyskim z zajezdni nie wyjadą dwa miejskie autobusy oklejone reklamami kandydata na prezydenta miasta. MPK nie chce ich zdejmować póki nie będzie wiadomo, czy dojdzie do drugiej tury. Usunięcie wyborczych plakatów zapowiadają za to prywatni przewoźnicy.

źródło: Gazeta Wyborcza

możliwość komentowania została wyłączona