z kraju artykuł

Warszawa: Ochrona autobusów, która nie ochroni

Anna Sulewska-Toczyska, Gazeta Wyborcza,

dodane przez MQ; zmodyfikowane

Firma ochroniarska od kilku dnia czuwa nad bezpieczeństwem pasażerów autobusów. Ochroniarzy mają wzywać kierowcy. Ci jednak zapowiadają, że bójek zgłaszać nie będą.
O burdach w nocnych autobusach pisaliśmy w październiku. Kierowcy przyznali wtedy, gdy wandale demolują pojazd czy zastarszają pasażerów, rzadko wzywają policję, bo boją się ich zemsty. Zarząd Transportu Miejskiego obiecał wtedy, że zajmie się problemem. Od ostatniego weekendu po Warszawie jeżdżą patrole prywatnej firmy ochroniarskiej Skorpion Security. To cztery dwuosobowe patrole, które mają czuwać nad bezpieczeństwem pasażerów w dzień i w nocy.

- To nie ma najmniejszego sensu - uważa Marek, wieloletni kierowca nocnych autobusów. - I nie rozwiązuje najważniejszego problemu: strachu przed dzwonieniem i konsekwencjami tego dzwonienia w postaci kija w głowie.

- Załóżmy, że zareaguję. Zanim dodzwonię się do centrali, a centrala do ochrony, zanim się dogadają gdzie i co, to ja albo będę wąchał kwiatki, albo już tylko wóz będą mogli na holu zabrać do zajezdni, bo same ramki zostaną - dodaje Bogdan, inny kierowca. - Już nie pierwszy raz mówię, że największy sens miałyby radiostacje i guziki, które można niepostrzeżenie nacisnąć i wezwać pomoc. Tak to działa np. w Łodzi.

Tamtejsze MPK wynajęło firmę ochroniarską - kierowca w momencie zagrożenia wciska guzik i wtedy pojawia się jedna z kilkunastu brygad ochroniarskich.

Grzegorz Ćwiek, rzecznik warszawskiego ZTM ma jednak pomysł, jak zaradzić temu, że kierowcy boją się dzwonić po pomoc. - W przyszłości chcemy umożliwić także pasażerom dzwonienie do ochrony - wyjaśnia. - Ale najpierw trzeba założyć specjalny numer. To może potrwać i kilka miesięcy.

źródło: Gazeta Wyborcza

brak komentarzy