Szczecin artykuł

Szczecin wart metra

Janusz Ławrynowicz, Kurier Szczeciński,

dodane przez MQ; zmodyfikowane

Gdy kilka lat temu, z powodu remontu mostu Akademickiego stanęły tramwaje na ul. Mickiewicza, grupa studentów uniwersytetu postanowiła przez ciekawość przejechać się stamtąd w stronę Pomorzan pociągiem. Dotarli tam z przystanku pod wiaduktem w 8 minut. Czym mogliby dojechać tak szybko w godzinach szczytu, gdy główne arterie miasta są zakorkowane pojazdami?
Może trafił się wśród nich adept architektury, dziś młody urbanista, który będzie rozbudowywał Szczecin? I postawi na bardzo dziś niedocenianą komunikację szynową, ideę metra lub szybkiego tramwaju? Jeśli oczywiście starzy wyjadacze dopuszczą go do pulpitu...

Godziny szczytu we wszystkich metropoliach Europy są dla samochodziarzy gehenną. Nie da się bowiem miasta przemienić w kłębowisko autostrad. Można jednak zachęcić ludzi do rezygnacji z wyjazdu samochodem, proponując metro lub szybki tramwaj.

Komu przeszkadzają tory?

Mieszkańcy zielonego Pogodna, zwłaszcza ulic Soplicy, Sienkiewicza, Leszczyńskiego i Łukasiewicza z niepokojem śledzą poczynania miejskich mierniczych. Trwoży ich wizja trasy szybkiego ruchu, która ma się wedrzeć pewnego dnia w romantyczny szlak spacerowy biegnący od ul. Leszczyńskiego do parku Noakowskiego. Biegnie on wzdłuż torów kolei prowadzących do Niebuszewa, Polic i Trzebieży.

Projektanci z Urzędu Miejskiego pod wodzą inż. Cehaka nie lubią biegnących przez miasto torów. Mają one, ich zdaniem, "małe walory turystyczne" (!). Kiedyś nawet chcieli je zastąpić... ścieżką rowerową. Później zrodził się pomysł "obwodnicy śródmiejskiej", której fragment ma biec od Turzyna do Łękna trasą kolei. Na szczęście tory są jeszcze w rękach państwa i... służą ostatnim Mohikanom szczecińskiego przemysłu. Specjaliści ze studia inż. Cehaka chcą jednak owe tory przenieść gdzieś na zamiejskie wygony. Dla nich, i myślę, że dla całej ich odchodzącej generacji, wychowanej w ślepym uwielbieniu dla samochodu, piękne nowoczesne miasto to wielka hucząca autostrada... ze ścieżką rowerową z boczku. A kolej, tramwaj, nawet metro - czyli komunikacja dla mas - to zabytek XIX wieku.

Polecam panu Cehakowi i jego kolegom zwiedzenie dużych miast Europy - od Londynu po Berlin. Podróże rozwijają wyobraźnię, kształcą, a na naukę nigdy nie jest za późno. Lepiej nic nie robić, niż robić źle...

Trójmiasto wzorem dla Szczecina

W latach 40. i 50. linią z Głównego przez Turzyn, Pogodno, Niebuszewo, Żelechową, na Golęcino, Gocław, Skolwin i Police jeździły do pracy w stoczni, hucie i papierni setki ludzi (że nie wspomnę o niedzielnych wycieczkach na plażę w Trzebieży). Tak jak w Trójmieście, jedynym polskim mieście o nowoczesnej komunikacji, bo głównym jej nerwem jest kolej miejska. W latach 90. spadły drastycznie przewozy kolejowe, a wiele połączeń lokalnych w ogóle zlikwidowano. W 2002 roku zamknięto linię pasażerską do Trzebieży. Na biegnących przez miasto torach zrobiło się niemal pusto - jeżdżą nimi wyłącznie pociągi towarowe do kilku dużych zakładów przemysłowych z Policami i stocznią na czele. Ludzie tłoczą się w autobusach i tramwajach...

A wystarczyłoby puścić tramwaje po torach kolei, by ogarnąć nowoczesną komunikacją połowę lewobrzeżnego miasta. Resztę lewobrzeża najlepiej byłoby skomunikować linią metra biegnącą ze wschodu na zachód. Ale tymczasem można by też - jak proponuje Tadeusz Turek - w paru miejscach połączyć tory kolejowe z trasami obecnych tramwajów.

Spora część Szczecina leży jednak na prawym brzegu Odry - i to jest dziś komunikacyjny problem numer jeden.

Wystarczy jeden łącznik...

Osiedle Słoneczne, wedle pierwotnego projektu, miało być już w pierwszym etapie budowy połączone tramwajem z odległym o 15 km śródmieściem. Słoneczne, Majowe i Bukowe wzniesiono przy nieczynnych torach kolei sięgających do Kijewa i Płoni. Dołączają one do głównej trasy kolejowej prowadzącej... w stronę Dąbia. Nasi projektanci uznali, że w takiej sytuacji należy ludziom zaproponować "wsteczny" kurs do Dąbia i tam przesiadkę na Główny.

Pan Tadeusz Turek, mieszkaniec Słonecznego, tak jak tysiące innych z tej oferty nie skorzystał. I jako technik z wykształcenia i praktyki rzucił prosty pomysł: aby skomunikować Słoneczne ze śródmieściem, trzeba zbudować łącznik skręcający na zachód w stronę stacji Zdroje i śródmieścia, czyli wznieść wiadukt komunikujący dwie trasy tuż za "Selgrosem" w pobliżu ulic Piechoty i Jaśminowej.

Ten jeden łącznik (wiadukt) otwiera kolejową trasę dla szybkiego tramwaju na drugi brzeg Odry, a włączając wielkie osiedla prawobrzeża w sieć torów, tworzy system nowoczesnej komunikacji.

Od ponad 20 lat lobby projektantów mocno usadowione w strukturach władzy lansuje wielką inwestycję pod nazwą "Szybki Tramwaj Miejski", czyli budowę od podstaw trasy tramwaju z osiedla Słonecznego przez sieć uliczek Zdrojów i most Pionierów (środkowe przęsło) do Basenu Górniczego. A stamtąd - przesiadka na zwykły tramwaj, słowem: po niebiańskim locie, lądowanie na żużlu. Przynajmniej na razie... Reszta trasy miałaby powstać w drugim etapie. Wedle kalkulacji projektodawców - im przedsięwzięcie droższe, tym lepsze. Dla ich kieszeni oczywiście. Czy dla miasta również?

Łącznik (wiadukt) ze Słonecznego w stronę stacji Zdroje kosztowałby co najmniej 10 razy mniej i dawałby od razu połączenie Słonecznego z całą siecią lewobrzeża. Można by ze Słonecznego bez przesiadki dojechać do Turzyna, Niebuszewa, Polic i Trzebieży, i stamtąd - w przeciwną stronę. To chyba najszybszy do realizacji sposób na sprawną komunikację międzydzielnicową. A potem - aby ów szybki tramwaj jeszcze przyśpieszyć - można zbudować wiadukty nad ulicami Jagiellońską - Witkiewicza, nad ul. Lipową na Gocławiu, i może jeszcze w Podjuchach, by nitką tramwaju sięgnąć do centrum dzielnicy. To byłby już system komunikacji wielkomiejskiej, metropolitarnej, a więc w istocie... metro.

W niedalekiej perspektywie mógłby to być zaczątek szybkiej szynowej komunikacji dla całej aglomeracji obejmującej Police, Gryfino, Stargard i Goleniów.

Plany uruchomienia komunikacji miejskiej na torach kolei dalekobieżnej powstały już w czasach słynnego nadburmistrza Hakena. Po wojnie nawiązał do nich prof. Piotr Zaremba, ostrożnie przewidując ich realizację u schyłku XX wieku...
* * *

Przez 45 lat Szczecinem rządzono raczej po macoszemu, z Warszawy. Od 16 lat mamy samorząd, zdominowany dotąd przez ludzi epoki PRL-u. I właśnie ostatniej jesieni nastąpiła wyraźna zmiana pokoleniowa u steru miejskiej władzy. Młodość to - miejmy nadzieję - nowe pojmowanie misji społecznej, otwartość na nowe projekty, potrzeba własnej ekspresji, a więc odwaga, gotowość do wyjścia ze starych kolein.

Nowy - nareszcie nowy! - prezydent miasta oraz nowa Rada Miejska mogą spojrzeć na potrzeby mieszkańców wedle standardów zachodnioeuropejskich. I to jest szansa Szczecina.

źródło: Kurier Szczeciński

29 komentarzy