z kraju artykuł

Warszawa: Metrem do Marymontu da się jednak częściej?

Krzysztof Śmietana, Gazeta Wyborcza,

dodane przez MQ

Zamieszanie z nową stacją metra Marymont było do uniknięcia, gdyby urzędnicy nie pożałowali pieniędzy na drobne korekty w tunelach. Teraz myślą, co zrobić, by przystanek pod Halą Marymoncką stał się w końcu przydatny dla pasażerów. Zwłaszcza że otwarcie następnej stacji Słodowiec coraz bardziej się opóźnia.
Do otwartej pod koniec grudnia stacji Marymont wciąż zagląda niewiele osób. Wszystko przez to, że nie da się stąd bezpośrednio dojechać do centrum. Jedyny pociąg dociera tylko do oddalonego o ponad 800 m pl. Wilsona. Wprawdzie nie kursuje już co kwadrans, tylko co 12 minut, ale dla podróżnych to i tak zbyt mało atrakcyjne połączenie. Wolą jechać tramwajem lub autobusem.

Zamieszanie wzięło się stąd, że wbrew obietnicom razem z Marymontem nie otwarto następnej stacji Słodowiec z torami do zawracania pociągów. Jak ustaliła "Gazeta", coraz bardziej opóźnia się jej budowa. Ma się skończyć dopiero w styczniu 2008 r., czyli około trzech miesięcy później, niż zapowiadano. Skąd ten poślizg? - Były problemy z przekazywaniem gruntu wykonawcy m.in. przez niektóre spółdzielnie mieszkaniowe - twierdzi rzecznik Metra Grzegorz Żurawski.

Jednak urzędnicy już przynajmniej rok temu wiedzieli, że nie zdążą z otwarciem Słodowca, i mogli uniknąć obecnego bałaganu - Marymont dałoby się wykorzystać o wiele lepiej. Wystarczyło nieco przebudować tory pod ul. Słowackiego tuż za stacją Plac Wilsona. Teraz są tam kończące się ślepo bocznice do zawracania pociągów. Gdyby je połączyć z oboma tunelami prowadzącymi do Marymontu, do tej stacji mogłyby dojeżdżać wszystkie pociągi z Kabat - na przemian raz jednym, raz drugim torem. Dlaczego nie wprowadzono takich zmian? - To byłoby nieopłacalne. Przebicie ściany i budowa zwrotnic kosztowałyby przynajmniej kilka milionów złotych. Nie warto byłoby tego budować tylko na rok - utrzymuje Grzegorz Żurawski.

Za to teraz urzędnicy głowią się, jak usprawnić ruch w metrze. Specjalny zespół analizuje, czy pociąg wahadłowy z Marymontu do pl. Wilsona może jeździć z większą częstotliwością. - W przyszłym tygodniu okaże się, czy da się go puścić co dziewięć minut albo nawet jeszcze częściej - mówi Michał Dąbrowski z ZTM. Mówi się o kursach co sześć minut. Zapewne dopiero taka częstotliwość mogłaby zadowolić pasażerów.

- To jest możliwe tylko wtedy, jeśli na stacji Plac Wilsona zdążaliby z wysiadaniem i wsiadaniem do wahadłowego składu w pół minuty - zastrzega rzecznik Metra. Jego dyrekcja obawia się bowiem, że częstsze kursy do Marymontu mogłyby zakłócić ruch na trasie z pl. Wilsona do Kabat.

Wszystkie pociągi dojadą do Marymontu najwcześniej w grudniu, gdy zostaną już ukończone tory do zawracania przy Słodowcu.

źródło: Gazeta Wyborcza

brak komentarzy