z kraju artykuł

GOP: Przegonią palaczy z przystanków

Jacek Madeja, Gazeta Wyborcza,

dodane przez X

Ruda Śląska będzie najprawdopodobniej pierwszym miastem aglomeracji górnośląskiej, które wprowadzi zakaz palenia na przystankach autobusowych i dworcach komunikacji miejskiej. Samorządowcy są zgodni, że takie rozwiązanie jest potrzebne.
O tym, gdzie nie można palić, mówi ustawa: szpitale, przychodnie, szkoły i urzędy to strefy wolne od dymu tytoniowego. Tutaj palacze mogą oddawać się nałogowi jedynie w specjalnie wyznaczonych do tego miejscach. Ale to nie wszystko. Posłowie zezwolili również, żeby samorządy same rozszerzały tę listę o kolejne miejsca. Niektóre polskie miasta już wprowadziły zakaz palenia na przystankach komunikacji miejskiej, placach i w parkach. Do wprowadzenia takiego przepisu przygotowuje się Ruda Śląska. - To jest inicjatywa mieszkańców. Mieliśmy coraz więcej sygnałów, że ludzie nie życzą sobie wdychać dymu tytoniowego podczas oczekiwania na autobus czy tramwaj - mówi Iwona Małyska z rudzkiego magistratu.

W urzędzie powstał projekt uchwały dotyczący ustalenia stref wolnych od dymu tytoniowego w mieście. Nad wprowadzeniem go w życie rajcy debatowali podczas ostatniej sesji samorządu. Na razie projekt został zdjęty z porządku obrad. Powodem nie był jednak sprzeciw wobec tego rozwiązania, ale konieczność doprecyzowania przepisów. Radni uznali, że trzeba jednoznacznie określić, które miejsca będą objęte zakazem, aby nie było żadnych wątpliwości przy jego egzekwowaniu. Urzędnicy muszą ustalić, czy zakaz będzie obowiązywał tylko pod wiatami, czy strefa "bezdymna" zostanie rozszerzona na kilkumetrową przestrzeń dokoła przystanku. Nie wiadomo też, co z przystankami, gdzie zamiast wiaty jest tylko słupek z tabliczką.

Na urzędnicze projekty z niepokojem patrzą rudzcy palacze. - Nie wyobrażam sobie, że dostanę mandat, kiedy będę palił kilka metrów od wiaty. Przecież to nikomu nie przeszkadza - kiwa z niedowierzaniem głową Krzysztof Jasielski, który pali papierosy od kilkunastu lat.

Brak precyzyjnych rozwiązań sprawił, że w niektórych miastach zakaz palenia na przystankach to fikcja. Tak jest np. w Bielsku-Białej, gdzie nie określono jednoznacznie strefy "bezdymnej".

Przykładem miasta, które odniosło sukces w walce z palaczami, jest Poznań. Tutaj nie można palić jedynie pod wiatami, które są wyraźnie oznakowane. Zakaz obowiązuje od ośmiu miesięcy. - Na początku rzeczywiście palacze byli niezadowoleni, ale już się chyba przyzwyczaili - mówi Rafał Łopka z biura prasowego Urzędu Miejskiego w Poznaniu. Łamiących zakaz karzą policjanci i strażnicy miejscy. Mandat wynosi od 20 do 500 zł. - Od początku roku ukaraliśmy około 800 osób - mówi Przemysław Piwecki, rzecznik poznańskiej straży miejskiej.

Ostateczny kształt rudzkiej uchwały poznamy w najbliższym czasie. - Jeśli to będzie dobre prawo, to nie będziemy mieli żadnych problemów z jego egzekwowaniem - mówi Andrzej Nowak, rzecznik rudzkiej straży miejskiej, która jest jednym z konsultantów uchwały.

źródło: Gazeta Wyborcza

brak komentarzy