z kraju artykuł

Kielce: Komunikacyjna spółka niemożności

Joanna Gergont, Ziemowit Nowak, Gazeta Wyborcza,

dodane przez djdark

Powoli mija euforia po zakończeniu strajku w kieleckim MPK. Choć w załodze optymizmu nie brakuje, to warto zadać pytanie: Czy powołanie spółki pracowniczej nie będzie gwoździem do trumny dla MPK? Czy obecny triumf załogi i porażka prezydenta Kielc nie zamienią się z czasem w gorzkie poczucie satysfakcji tego ostatniego?
W MPK bez zmian. Po pikietach, dwutygodniowym strajku, bezprecedensowych starciach ulicznych o zajezdnię na Pakoszu wracamy do punktu wyjścia.

MPK - spółka komunalna - obsługuje miejską komunikację na takich samych zasadach do końca roku. W Polsce, w przeciwieństwie do Australii, koniec roku wypada zimą.

- Na zakup jakichkolwiek autobusów do tego czasu nie ma co liczyć. Zrobimy, co można, żeby do zimy przygotować te autobusy, które mamy, ale trzeba się liczyć z tym, że niektóre kursy nie wyjadą - mówi oględnie Zbigniew Śledź, który wczoraj spędził pierwszy dzień na fotelu prezesa MPK jako "pełniący obowiązki".

Trudno mu nie wierzyć. Kielecki tabor, od lat nieodnawiany, jest jednym z najgorszych w kraju. Ciężko w jakimkolwiek innym mieście wojewódzkim znaleźć przegubowe ikarusy i to tak stare jak u nas (najstarsze mają ponad 20 lat). Gdy w innych miastach odnawiano tabor, w Kielcach debatowano o silnych związkach zawodowych w zakładzie, zresztą wykorzystywanych do doraźnych celów politycznych - co się ostatnio zemściło - które chcą rządzić i wstrzymują wszelkie zmiany. Dopiero w drugiej połowie ubiegłego roku prezydent Wojciech Lubawski zapowiedział, że nowe autobusy kupimy z funduszy unijnych. Tłumaczył, że wcześniej o nie się nie starał, bo miasto oszczędzało środki na inne inwestycje, na które też potrzeba wkładu własnego. Tylko że teraz nic się nie zmieniło. Nawet jeżeli miastu udałoby się dostać dofinansowanie z jakiegoś projektu na autobusy, to tylko kosztem innych inwestycji, np. budowy lotniska w Obicach, przebudowy węzła Żelazna czy wydłużenia Świętokrzyskiej. Ale i z takim projektem może być kłopot, bo Unia Europejska może nie być zbyt chętna do dofinansowania zakupu autobusów na dieslowskie silniki. Preferowane są paliwa ekologiczne. Alternatywą pozostaje więc gaz ziemny, z powodzeniem testowany w kilku miastach. Ale to już bardzo kosztowne inwestycje, bo oprócz samochodów, droższych niż tradycyjne, trzeba zbudować stację z gazem ziemnym (w Kielcach nie ma jeszcze takiej) i wyposażyć stację obsługi takich pojazdów.

Jeśli więc Unia na tak skonstruowany projekt przeznaczyłaby środki, to i tak pierwsze pojazdy pojawiłyby się nie wcześniej niż za dwa-trzy lata.

Sama koncepcja spółki pracowniczej w komunikacji miejskiej jest dosyć oryginalna. Nie znaleźliśmy nikogo, kto znałby taki twór w Polsce. Jedyne przykłady to niektóre PKS-y, ale nie słychać, by jakoś świetnie sobie w tej formule radziły.

- Przy cenach za wozokilometr, jakie otrzymuje kieleckie MPK, i przy 600-osobowym zatrudnieniu prosty rachunek ekonomiczny mówi, że natychmiast trzeba zwolnić około 150 osób - ocenia Adam Michalczewski, właściciel firmy przewozowej ITS Michalczewski. Obsługuje ona m.in. część rynku komunikacyjnego w Radomiu i Warszawie. - Życzę im jak najlepiej, ale daję im najwyżej dwa-trzy lata. Utrzymanie dwóch zajezdni, zatrudnienia, bo w spółce pracowniczej trudno się zwalnia, i jeszcze zakup nowych autobusów? Nie ma szans - dodaje.

Z samym zarejestrowaniem spółki pracowniczej problemu nie będzie. Wystarczy do tego zgromadzić 50 tys. zł kapitału. Wypada po około 90 zł na głowę pracownika MPK.

Gorzej z wykupem udziałów. - Szacujemy, że każdy będzie musiał wyłożyć po około 3 tys. zł. Dlatego rozważamy obniżenie funduszu w kasie zapomogowo-pożyczkowej, by stąd wziąć pieniądze, ale to nie dotyczy wszystkich pracowników - mówi Bogdan Latosiński, przewodniczący zakładowej "Solidarności".

Twierdzi, że jest optymistą, ale ma świadomość, że jeżeli nie będzie silnego wsparcia i dobrej woli władz miasta, to łatwo im nie będzie.

Nie będzie, bo już na starcie muszą podnieść pensje pracownikom. W MPK brakuje ponad 30 kierowców, jeżeli nie będzie podwyżek - zaczną odchodzić kolejni.

Latosiński zastrzega też, że nie ma mowy o redukcjach, choć pewnie znaczna grupa będzie się musiała przekwalifikować na kierowców. Nadzieją na pomyślność ma być dobry menedżer, którego chcą znaleźć poza spółką.

Załoga chce mieć większość udziałów, ale na wszelki wypadek minimalną. Najlepiej 50 proc. plus jeden. - Nie ukrywamy, że chcemy związać miasto odpowiedzialnością za spółkę - przyznaje Latosiński.

Gmina ma ustawowy obowiązek zapewnienia mieszkańcom miasta komunikacji. Co na to wszystko prezydent Kielc?

Wojciech Lubawski podtrzymuje swoje zapowiedzi, że do końca kadencji tego samorządu, czyli przez najbliższe trzy lata, nie wzrosną ceny biletów. I choć podczas podpisywania porozumienia kończącego strajk deklarował, że zrobi wszystko, by spółka pracownicza MPK była najlepszą w kraju, to jakoś trudno uwierzyć, by w MPK włożył więcej serca niż w starania o budowę portu regionalnego w Obicach.

I jeżeli przeczucia nas nie mylą, to za kilka lat rzeczywiście może okazać się, że spółka pracownicza padnie i prezydent Lubawski będzie miał gorzką satysfakcję i będzie mógł powiedzieć: "A nie mówiłem".

Tylko że kara spadnie na wszystkich kielczan.

Dla nas wciąż otwarte zostaje pytanie - dlaczego nie pójść sprawdzonymi ścieżkami i nie podzielić rynku komunikacyjnego? Wpuścić prywatnego przewoźnika na część linii, zachowując MPK jako spółkę komunalną, choć znacznie mniejszą, mobilniejszą.

W innych miastach takie rozwiązania okazały się sukcesem. Konkurencja służy wszystkim stronom. A czemu ma służyć ten eksperyment, komu ma dać satysfakcję?

źródło: Gazeta Wyborcza

możliwość komentowania została wyłączona