Szczecin artykuł

Tramwaje na owies

Janusz Ławrynowicz, Kurier Szczeciński,

dodane przez X; zmodyfikowane

U zbiegu al. Wojska Polskiego i Piotra Skargi w głębi dziedzińca ogrodzonego neogotyckim murem stoi czerwona wiata - pierwsza zajezdnia tramwajowa w Szczecinie.
Aż do 1879 roku miasto, rozrastające się dynamicznie, nie miało publicznej komunikacji zbiorowej. Kto nie miał własnego powozu lub wierzchowca, a nie stać go było na dorożki (ponoć bardzo wtedy drogie), poruszał się po grodzie pieszo.

Tymczasem przemysł rozwijał się przede wszystkim na odległych od centrum peryferiach, zatrudniał w głównej mierze mieszkańców śródmieścia.

W 1871 roku radni uchwalili program uruchomienia - wzorem miast zachodniej Europy (w Londynie kursowała już podziemna miejska kolej parowa!) i Ameryki - tramwajów, nowoczesnych dyliżansów na szynach. Do wykonania zadania magistrat wybrał spółkę akcyjną z Charlottenburga. Aż siedem lat trwało wytyczanie tras i budowa torów. Ostatecznie w 1879 roku uroczyście otwarto w Szczecinie pierwszą linię konnego tramwaju. Trasa "jedynki" wiodła z placu Orła Białego do zajezdni przy al. Wojska Polskiego. Pojazd mieszczący kilkunastu pasażerów, ciągnięty przez krzepkiego perszerona, przemierzał ten dystans w kwadrans. Pasażerki, zwłaszcza starsze niewiasty, narzekały na kiepskie resorowanie i zbyt szybką jazdę, były też skargi na zbyt mocny język tramwajarzy-woźniców, i choć opłaty za przejazd były słone, powodzenie miał ów tramwaj ogromne.

Przyśpieszono zatem budowę nowych tras torów. Szyny połączyły centrum z Niebuszewem, Niemierzynem, Grabowem i Golęcinem. Tory biegnące z Dworca Głównego nad Odrą, przez Grabów, do Golęcina miały 6 km długości.

U podnóża Fortu Leopolda (Wały Chrobrego były dopiero w sferze projektu) powstała stacja wymiany koni. Kiedy w kilka lat później połączono trasę nadodrzańską ze Starym Miastem, do pokonania wzgórza używano już nie jednego, lecz pary perszeronów.

Już wtedy - w epoce tramwajów konnych - problemem byli gapowicze oraz niesforna młódź czepiająca się rozpędzonych pojazdów. Tramwajarz-woźnica był w powszechnym mniemaniu synonimem tępaka, gbura i pijaka. Co gorsza - sadysty - znęcającego się nad poczciwym czworonogiem. Bywało, że pasażerowie-świadkowie poturbowali takiego zwyrodnialca. W anegdotach krążących w owych czasach po mieście wykpiwano tramwajowych furmanów bez litości, wynosząc natomiast pod niebiosa zalety końskiego umysłu. Wielką sławą i sympatią cieszył się wśród szczecinian koń Drusius, który miał kłopot ze swym furmanem - pijanicą. Pewnego wieczoru, nie mogąc się doczekać powrotu swego wozaka, wszedł do baru portowego, by mu przypomnieć, że godzina jego dyżuru na koźle wybiła. Pierwsze tramwaje kursowały od południa do godz. 7 wieczorem, potem już od świtu. Na każdej z tras wozy jeździły co 12 minut.

Końska epoka trwała jednak w nowożytnej komunikacji miejskiej bardzo krótko - ledwie osiem lat. Już w 1897 roku tramwaje zelektryfikowano. Pierwsza tramwajowa linia elektryczna wiodła z al. Wyzwolenia, przez ul. Malczewskiego, na Golęcino. Wkrótce po niej nowe elektryczne tramwaje zastąpiły konne na wszystkich trasach. Stajnie tramwajowych koni przy remizach w alei Wojska Polskiego, na Niemierzynie i przy Dworcu Głównym - opustoszały.

Nowa epoka przyniosła nowe problemy. Pierwsze tramwaje elektryczne miały pantografy przypominające te trolejbusowe - drążek z rolką toczącą się po drucie. Każdy ostry zakręt, każdy wstrząs, groził unieruchomieniem wozu. W 1910 roku wprowadzono stosowane do dziś tramwajowe wysięgniki trakcyjne.

Aż do pierwszych lat XX wieku tramwaje elektryczne musiały pokonywać mosty odrzańskie... siłą własnego rozpędu. Zwodzone mosty na Odrze nie miały jeszcze odpowiedniej instalacji trakcyjnej. Tramwaj musiał się więc przed wjazdem na most dobrze rozpędzić. Zdarzało się, że utknął w połowie takiej przeprawy. Wtedy czekał na przyjazd konnego pogotowia.

W 1925 roku na szczecińskich ulicach pojawiły się nowe wagony tramwajowe, osiągające szybkość 50 km na godzinę. Latem 1945 roku polskim tramwajarzom udało się uruchomić 20 takich wagonów. 12 sierpnia na ulicach polskiego Szczecina pojawił się pierwszy tramwaj. "Trójka" przejechała z zajezdni na Niemierzynie do Bramy Portowej. Przez całe powojenne dziesięciolecie transport konny odgrywał ważną rolę w miejskim transporcie towarów. Choć długo jeszcze odżywające miasto odczuwało deficyt prądu, a koni i owsa nie brakowało, romantyczny konny tramwaj już nie powrócił.

źródło: Kurier Szczeciński

5 komentarzy