Wszystkie Ze Szczecina W skrócie Z kraju Według linii

z kraju artykuł

Toruń: Analiza: W toruńskim MZK czas się zatrzymał

Wojciech Giedrys, Gazeta Wyborcza,

dodane przez djdark; zmodyfikowane

Toruń się rozwija - powstają osiedla, rosną centra handlowe, rozrastają się firmy. Nie towarzyszy temu jednak rozwój sieci autobusowej i tramwajowej. Widoczne są tylko kosmetyczne poprawki. Czas to zmienić.
Nie jestem ekspertem w programowaniu komunikacji miejskiej, ale bez wahania stawiam tezę, że w Miejskim Zakładzie Komunikacji czas się zatrzymał. Kierownictwo firmy nie zauważa zmian zachodzących w naszym mieście. Wydaje się, jakby było ślepe na powstające nowe ulice, osiedla, a co za tym idzie - kolejne potrzeby mieszkańców. A właśnie o nich - zakład przecież nie został jeszcze sprywatyzowany - firma ma obowiązek się troszczyć. Na stronie internetowej MZK napisano zresztą (notabene też w języku jakby z innej epoki): "Przedmiotem działania Zakładu jest zaspokajanie zbiorowych potrzeb ludności w zakresie zbiorowych przewozów pasażerskich na terenie miasta Torunia".

Kibice w niełasce MZK

Przejdźmy do konkretów. Kwestią, która wymaga pilnej dyskusji, jest dostępność autobusów. Wozy MZK nie tylko nie docierają do nowych osiedli, ale także nie obsługują dzielnic, istniejących już od kilkudziesięciu lat. Doskonałym przykładem jest ul. Bema. Do dziś nie mogę się nadziwić, że na tej ulicy nie ma ani jednej linii autobusowej. Dziwi mnie to, tym bardziej że jest tam lodowisko Tor-Tor, a obok stadion miejski, a więc co rusz odbywają się przeróżne turnieje, mecze, ślizgawki. W pobliżu są też szkoły, cmentarz i dużo bloków. A jednak ta część miasta odcięta jest od świata. Od lat wiadomo, że tereny przy ul. Bema będą się rozwijać, bo w przyszłości ma tam powstać hala sportowa z prawdziwego zdarzenia. Puszczenie autobusów na pewno ożywiłoby te okolice.

Dyskusyjne wydaje się też Jakubskie Przedmieście. Z obu stron, a właściwie tras, stanowiących granice tej dzielnicy - od Szosy Lubickiej i ul. Sobieskiego - jest wiele połączeń, np. tramwajowa "jedynka", linia nr 15, 19, 22, ale żadna z nich nie wjeżdża w głąb osiedla. Nie zahacza o: ul. Targową, gdzie są szkoły i powstają nowe bloki, działa Metron; ul. Studzienną, a przede wszystkim ul. Antczaka, gdzie jest poczta, sklepy, różnorakie usługi, cmentarz i sporo budynków: jedno- i wielorodzinnych. Ci, którzy mieszkają w głębi osiedla, a nie w sąsiedztwie tras przelotowych, są skazani na kilkunastominutowe spacery do tramwaju lub autobusu. Nowa linia obsługująca to osiedle wymagałaby z pewnością badań potwierdzających jej opłacalność. Byłaby pewnie konkurencją dla tramwaju, ale przecież mogłyby to potwierdzić stosowne analizy. Sądzę, że na Jakubskim jest miejsce dla minibusów.

Takich przykładów jest więcej. Można wspomnieć o Szosie Bydgoskiej i stadionie żużlowym, do którego dojedziemy bez problemu, ale tylko tramwajami, które jak wiadomo mają ograniczony zasięg. Obiekt tego typu powinien mieć dogodne połączenie z dworcem PKP Toruń Główny czy lewobrzeżnymi osiedlami. Tam na pewno też jest wielu fanów czarnego sportu. Dodatkowe autobusy i przystanki widziałbym np. na ul. Batorego przy szpitalu miejskim i wydziale spraw administracyjnych magistratu, ul. Wojska Polskiego, Buszczyńskich, Niesiołowskiego, Wyszyńskiego, Skłodowskiej-Curie, Bukowej, Jodłowej i Suwalskiej. Tam również jest daleko do obecnych przystanków.

Pospiesznym na dworzec PKP

Musimy wskazać w Toruniu kluczowe miejsca, do których wszyscy mieszkańcy powinni mieć bezpośredni dojazd. Na tej liście mogłyby się znaleźć np. dworzec PKP Toruń Główny, budynki magistratu oraz miasteczko uniwersyteckie. Jak to wygląda w przypadku kluczowej stacji kolejowej w Toruniu? Niektóre toruńskie osiedla - np. Kaszczorek czy Bielawy-Grębocin - są bardzo oddalone od dworca. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby w końcu pojawiły się w Toruniu autobusy przyspieszone albo pospieszne, które funkcjonują z powodzeniem w Bydgoszczy. Zatrzymywałyby się tylko przy ważniejszych przystankach. Dostępu do dworca PKP nie ma np. Bydgoskie Przedmieście - okolice ul. Bydgoskiej, północna część Rubinkowa - ul. Buszczyńskich, Niesiołowskiego, Rydygiera, Kaszczorek, os. Bielawy-Grębocin, a także południowa część Jakubskiego Przedmieścia. Ich mieszkańców MZK dyskryminuje podwójnie, bo są skazani na przesiadki, a tym samym podwójne opłaty.

Niezbyt dobrze jest też z połączeniami między osiedlami. Ze Skarpy i Rubinkowa nie dojedziemy np. do Czerniewic. W tym przypadku aż się prosi, aby poprowadzić linię przez most autostradowy. Mieszkańcy osiedla Bielawy-Grębocin i Kaszczorka dojadą nie dalej, jak tylko do centrum miasta. Nie mają bezpośredniego połączenia z północnymi czy zachodnimi dzielnicami Torunia, m.in. z miasteczkiem uniwersyteckim na Bielanach.

Na uniwersytet nie dojedziesz

Nie trzeba tworzyć nowych linii. Można wykorzystać te, które mają najkrótsze trasy. A takich jest w Toruniu kilka. Przykładowo: linia nr 13 pokonuje swoją trasę w 13 min, "19" w 17 min, "20" w 10-15 min, a "32" w 11 min. Są jednak w Toruniu linie dwu- lub trzykrotnie dłuższe, np. "14" - przejeżdża trasę w 32 min, "16" - 32 min, "25" - 30 min, "29" - 36 min, "31" - 34 min, "40" - 32 min. Inną kwestią jest sens utrzymywania "krótkich" linii, np. "trzynastki", która niezmiennie od lat kursuje między os. Młodych a działkami na Rudaku. Zmienił się ustrój, realia, a linia funkcjonuje i ma się dobrze. Co ciekawe, nie podjeżdża nawet bezpośrednio pod dworzec PKP. Czy tej linii dla działkowców nie można wydłużyć np. do ul. Bema albo do miasteczka uniwersyteckiego? Zwiększyć jej częstotliwość i utworzyć w końcu linię z prawdziwego zdarzenia, łączącą kampus uniwersytecki z dworcem PKP Toruń Główny. Oczywiście z lewobrzeżnego Torunia dojedziemy na Bielany np. liniami nr 11 i 36. Pierwsza jedzie jednak obok kampusu, a druga kursuje zbyt rzadko. Sądzę zresztą, że dwie linie prowadzące do serca 40-tysięcznej uczelni to stanowczo za mało.

Nowe trasy, nowe linie

Toruńskie plany rozwoju sieci drogowej są bardzo ambitne. Jeśli uda się zdobyć unijne pieniądze, za kilka lat powstaną nowe ulice i kluczowe trasy, np. most z trasą nowomostową, trasa staromostowa, północna "średnicówka". Wiemy doskonale, którędy pobiegną, kreski tych traktów dawno powstały na mapach urbanistów, dlatego już teraz powinniśmy się zastanowić, jak zmienić dotychczasową sieć autobusową, aby w nowej sytuacji w pełni ją wykorzystać. Aby nie obudzić się za parę lat i gorączkowo nie tworzyć prowizorycznych połączeń.

Jest wiele kwestii do rozwiązania i pytań, które wymagają odpowiedzi, np. jakie linie będą jeździły przez nowy most, "średnicówkę", w jaki sposób umożliwić ich pełne wykorzystanie, aby odciążyć istniejące już trasy. Jeśli teraz nie potrafimy sobie poradzić z siecią autobusową, to co będzie za parę lat. Prace powinny zacząć się już teraz, bo dojdzie do takiej sytuacji, że po przecięciu wstęg na nowe trasy nie wyjadą nowe linie.

Przystankowe relikty PRL-u

Zakończmy na sprawie, która na pierwszy rzut oka wydaje się błaha, wręcz banalna, ale doskonale obrazuje tendencje panujące w MZK. Chodzi o nazwy toruńskich przystanków. Wciąż wiele jest w mieście pamiątek po minionej epoce. Są niczym tatuaż, którego nie można usunąć. Tak przylgnęły do miejsc, że nie można już ich wyplenić. Obecnie przystanki na Rubinkowie, np. "Merkury", "Sezam" i "Saturn", których nazwy pochodzą od nazw dawnych sklepów, to już tylko nazwy historyczne, przyzwyczajenie, rutyna, która niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Inne relikty PRL-u zmieniają się, znikają, są obijane blachą lub docieplane, a nazwy przystanków stoją na straży dawnego porządku. Oczywiście nie proponuję, aby od razu zmieniać nazwy na marki obecnych sklepów, np. "Tesco" w miejsce "Sezamu" lub "Merkurego", "Torimpex Trade" lub "Biedronka" zamiast "Saturna". Można to rozwiązać na wiele sposobów, np. zdać się na kreatywność pracowników MZK albo - co będzie najlepszym rozwiązaniem - pomysły pasażerów. Zacznijmy od prostych propozycji, np. Rubinkowo - kościół, Rubinkowo - spółdzielnia.

Takie przystanki są nie tylko na Rubinkowie. Ostał się np. "Polchem", mimo że po zakładzie zostało gruzowisko. Niepoważne wydają się przystanki "Biurowiec", na którym zatrzymuje się "dziesiątka", "Szkoła" i "Sklep" na Rudaku, z których korzysta linia nr 13, a także "Stacja Benzynowa", gdzie stają linie nr 11 i 38. Takie nazwy doskonale pasowałyby do małego miasteczka, ale nie do 200-tysięcznego ośrodka.

Potrzebna firma z zewnątrz

W Toruniu jest potrzebna poważna dyskusja nad przyszłością komunikacji miejskiej. Wytyczenie kierunków jej rozwoju. Najlepiej gdyby zabrała się za to - podobnie jak za strategię promocji miasta - firma z zewnątrz, wybrana w przetargu, która nie będzie patrzyła na naszą komunikację przez pryzmat przyzwyczajeń i ambicji. Niezbędne są też konsultacje z mieszkańcami. Ruszmy w końcu ten skostniały schemat sieci autobusowej i tramwajowej Torunia.

źródło: Gazeta Wyborcza

możliwość komentowania została wyłączona