Wszystkie Ze Szczecina W skrócie Z kraju Według linii

z kraju artykuł

Bydgoszcz: Głodówka w Miejskich Zakładach Komunikacyjnych

Krzysztof Aładowicz, Gazeta Wyborcza,

dodane przez djdark

Autobusy i tramwaje mogą stanąć w każdej chwili - grożą związkowcy. - Znajdziemy firmę, która będzie jeździć za MZK - odpowiada prezydent Bydgoszczy.
- Czekamy do piątku na odpowiedź naszego prezesa, czy rezygnuje z funkcji. Jeśli się jej nie doczekamy, to w połowie przyszłego tygodnia zatrzymamy autobusy i tramwaje. Ale nastroje w załodze są tak gorące, że ostrzegam przed możliwością stracenia nad tym kontroli - mówi Andrzej Arendt, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Komunikacji Miejskiej. Związkowcy MZK domagają się odwołania Witolda Dębickiego; twierdzą bowiem, że działa na niekorzyść firmy i prowadzi ją do upadku.

Po południu czterech kierowców rozpoczęło strajk głodowy. Noc spędzili w siedzibie firmy na materacach. - Władze miasta nas ignorują, dość tego - mówi Wojciech Rataj z 22-letnim stażem w MZK, który pierwszy zdecydował się na głodówkę. Dziś do protestujących mają dołączyć kolejni kierowcy. Podjęli strajk, po tym jak prezydent miasta odmówił im racji, a prezes Dębicki oskarżył Arendta o podżeganie załogi i doniósł o tym prokuraturze. - Głodówką manifestujemy, że myślimy samodzielnie - mówi Grzegorz Kucharczyk, od 20 lat kierowca MZK. - Dziś bierzemy urlopy na żądanie. Ale nie pozwolimy, by przyłączyła się do nas połowa załogi. Nie jesteśmy oszołomami, którzy z potrzeby buntu sparaliżują ruch w mieście. Chcemy, by prezydent zechciał w końcu wysłuchać naszych racji, a prezes ustąpił. Nie sprawdza się, stracił nasze zaufanie. Zakład potrzebuje lepszego menadżera.

Tymczasem władze miasta odniosły się wczoraj do gróźb zatrzymiania autobusów i tramwajów. - Jeśli dojdzie do takiego strajku, to pracownicy muszą mieć świadomość, że za ten czas nie otrzymają wynagrodzenia. Są też środki prawne, dzięki którym można wypowiedzieć MZK umowę na świadczenie usług, choć to krok ostateczny - ostrzega zastępca prezydenta Lucyna Kojder-Szweda.

Sam prezydent idzie krok dalej i zapowiada, że jeśli związkowcy sparaliżują miasto, to trzeba będzie znaleźć inną firmę, która zacznie przewozić bydgoszczan. - Chętnych do wykonywania usług jest mnóstwo. Pracownicy muszą zdecydować - albo mają dobre miejsca pracy, z pewnymi wynagrodzeniami, z zabezpieczeniem socjalnym, albo z tego rezygnują - mówi Konstanty Dombrowicz. - Jeśli dojdzie do strajku, będzie nielegalny.

źródło: Gazeta Wyborcza

możliwość komentowania została wyłączona