Wszystkie Ze Szczecina W skrócie Z kraju Według linii

z kraju artykuł

Kraków: Bał się pozwu, więc pozwał sam

Bartosz Piłat, Gazeta Wyborcza,

dodane przez djdark

Dyrektor miejskiej jednostki Jan Tajster będzie się sądził z Miejskim Przedsiębiorstwem Komunikacyjnym, którego właścicielem jest miasto, o karę za niedotrzymane rozkłady jazdy. Dyrektor skierował sprawę do sądu, obawiając się zarzutu "uszczuplenia dochodów gminy".
Sąd będzie rozstrzygał spór, który ciągnie się od stycznia 2006 roku. Ówczesny zarządca miejskiego transportu, dyrektor Zarządu Dróg i Komunikacji Jan Tajster (obecnie szef Zarządu Dróg i Transportu), nałożył na krakowskie MPK karę w wysokości 95 tys. zł za niedotrzymanie rozkładów jazdy oraz za niezrealizowane kursy pojazdów komunikacji miejskiej w listopadzie i grudniu 2005 roku.

- Kara nałożona została na podstawie umowy, jaką MPK miało podpisaną z miastem. Umowa przewidywała odpowiedni poziom przewozów, a przewoźnik się z tych wymogów nie wywiązał - mówi rzecznik ZDiT-u Wit Nirski. - Dane o spóźnieniach i niezrealizowanych kursach wynikają ze statystyk prowadzonych w tych miesiącach - wyjaśnia rzecznik.

ZDiT będzie się domagał przed sądem zapłacenia kary oraz odsetek, które narosły od początku 2006 roku. Pozew w tej sprawie wpłynął do wydziału cywilnego Sądu Okręgowego w Krakowie w drugiej połowie grudnia.

- Nie zapłaciliśmy tej kary, bo uważamy, że została naliczona niesłusznie. W okresie, w którym mieliśmy nie dopełnić umowy, w Krakowie trwały remonty m.in. skrzyżowania pod Dworcem Głównym czy przy moście Powstańców Śląskich. W takich warunkach trudno jest dotrzymać rozkładu jazdy - tłumaczy postępowanie firmy Marek Gancarczyk, rzecznik MPK. - Kiedy ZDiK nałożył na nas karę, broniliśmy się tymi argumentami, ale jak widać, nie jest to dla nich żadnym usprawiedliwieniem.

- Argumenty dotyczące przejezdności krakowskich ulic powinny paść, kiedy MPK miało problemy z rozkładem, a nie, gdy nałożyliśmy karę - ripostuje ZDiT. - Przez dwa lata nie udało się nakłonić MPK do zapłacenia kary. Dyrektor Tajster postanowił więc wystąpić na drogę sądową, bo obawia się, że ktoś postawi mu zarzut "uszczuplenia dochodów gminy", jeśli pieniędzy nie uda się ściągnąć.

- Z jednej strony trudno odmówić słuszności decyzji dyrektora Tajstera. Skoro przewoźnik, jego zdaniem, nie dotrzymał umowy, to dostał karę finansową. A jeśli się od niej uchyla, kwestię powinien rozstrzygnąć sąd - ocenia wiceprezydent Wiesław Starowicz. - Jednak nie można zapomnieć, że tym przewoźnikiem jest MPK, czyli miejska firma. Taki problem powinien więc zostać rozwiązany polubownie, a nie w sądzie. O całej sprawie dowiaduję się od "Gazety", więc nie mogę jednoznacznie jej ocenić - dodaje prezydent, który podkreśla zarazem, że w jego obecności nie prowadzono na ten temat rozmów.

ZDiT i MPK próbowały dogadać się w sprawie kary, ale negocjacje skończyły się niczym jeszcze w pierwszej połowie 2006 roku. W czwartek "Gazecie" nie udało się jednak potwierdzić, czy w rozmowy był wtedy zaangażowany któryś z wiceprezydentów lub prezydent Krakowa. - Nie pamiętam tego. Będę mógł odpowiedzieć na to pytanie dopiero w piątek, kiedy sprawdzę w dokumentach - mówił w czwartek dyrektor Tajster. Prezes MPK Julian Pilszczek nie chciał komentować konfliktu.

źródło: Gazeta Wyborcza

możliwość komentowania została wyłączona