Wszystkie Ze Szczecina W skrócie Z kraju Według linii

z kraju artykuł

Częstochowa: MPK: za 400 tys. zł nocą nigdzie nie pojedziemy

Tomasz Haładyj, Gazeta Wyborcza,

dodane przez djdark

MPK: nie opłaca nam się jeździć nocą. Magistrat: może trzeba dać więcej pieniędzy? Radny, który przeforsował wniosek o uruchomienie autobusów nocnych: MPK i urząd miasta torpedują pomysł, który nie podobał im się od początku.
Uchwalając budżet na 2008 r., rada miasta - na wniosek Jacka Krawczyka z PO - zabrała MPK 400 tys. zł dotacji, a jednocześnie przeznaczyła 400 tys. zł na uruchomienie komunikacji nocnej. - Są dwa rozwiązania: będzie jeździć MPK bądź wyłonimy w przetargu inną firmę - zapowiedział wówczas wiceprezydent Bogumił Sobuś.

Choć minął miesiąc, nadal nie wiadomo, kiedy komunikację nocną otrzymają Parkitka, Zawodzie, Stradom czy Wyczerpy. Miasto czeka na stanowisko MPK. - Odpowiedź wyjdzie od nas jutro lub pojutrze - powiedział nam w poniedziałek wiceprezes komunalnej spółki Andrzej Głuch.

Będzie ona brzmiała: za kwotę, jaką przeznaczyli radni na nocne autobusy, nie będziemy jeździć, bo poniesiemy straty.

A więc przetarg? - To nie jest jeszcze powiedziane - mówi ostrożnie rzecznik magistratu Ireneusz Leśnikowski. - Zastrzeżenia MPK powinny być wsparte analizą ekonomiczną. Pismo da nam odpowiedź, czy po dokonaniu poprawek do planowanej komunikacji nocnej, MPK będzie mogło jednak ją wykonywać.

O jakie poprawki może chodzić? Według Leśnikowskiego dyskusyjny jest zaproponowany układ linii, ponieważ miałyby kursować ulicami, gdzie nie funkcjonuje komunikacja dzienna [chodzi o ul. św. Pawła i Wrocławską na Grabówce - przyp. red.]. Może trzeba będzie dołożyć pieniędzy? - MPK uruchomiłoby linie nocne najszybciej. Bo z doświadczenia wiemy, że procedury przetargowe trwają bardzo długo - przekonuje rzecznik. Poza tym wątpi, by ktokolwiek zgłosił się do przetargu, ponieważ "żaden przewoźnik do tej pory nie zadzwonił do urzędu miasta, a przecież prasa szeroko rozpisywała się o komunikacji nocnej".

- Oczywiście, w przetargu można postawić tak nierealne warunki, że nikt się nie zgłosi. Np. by autobusy jeździły nocą co 15 minut, a każdy był wyposażony w cztery kamery - mówi Jacek Krawczyk, autor wniosku o uruchomienie komunikacji nocnej. - To, co robi urząd miasta, obserwuję z coraz większym niepokojem. Moim zdaniem gra na zwłokę. A mnożąc problemy, próbuje udowodnić, że się nie da, za drogo kosztuje, albo że w ogóle nie jest potrzebne. Od początku władze miasta oraz MPK były sceptycznie nastawione do pomysłu. A jeśli ktoś nie ma przekonania do idei, zrobi wszystko, by ją storpedować.

Radny dodaje: - Nie dziwię się, że MPK mówi o nieopłacalności nocnych przewozów. Bo nie wlicza wpływów z biletów, jako że ich nikt nie kupuje. Z prywatnym przewoźnikiem byłoby inaczej: nie pozwoliłby sobie, by pasażerowie jeździli na gapę.

Nocne autobusy



Propozycja tras i rozkładów złożona przez radnego Krawczyka - a opracowana przez Częstochowski Klub Miłośników Komunikacji Miejskiej - mówi o dwóch liniach: z Grabówki i Lisińca przez centrum i Zawodzie na Błeszno oraz z Wyczerp na Stradom. Autobusy oraz tramwaj nocny spotykałyby się o jednej porze w Alejach, umożliwiając przesiadki. Komunikacja miałaby funkcjonować tylko w weekendowe noce, co jest praktykowane w Europie. Powód: w tygodniu jeździ za mało ludzi. - To tylko sugestia, można przecież opracować inny rozkład - zaznacza radny. Urząd miasta informuje, że właśnie to robi.

Komentarz "Gazety": Zróbmy przetarg



Spodziewam się czarnego scenariusza: MPK poda, że za wypuszczenie autobusów w weekendowe noce powinno dostać nie 400 tys. zł, ale sumę dużo wyższą. I radni, chcąc nie chcąc, zrezygnują z idei komunikacji nocnej, bo żeby dodać MPK, komuś musieliby zabrać.

Tyle że wyliczenia MPK, jakiekolwiek by nie były, nie dają gwarancji, że nie da się zorganizować komunikacji nocnej taniej (a o to przecież chodzi). Jedynym rzetelnym sposobem ustalenia potrzebnej dotacji jest przetarg na obsługę linii nocnych, do którego miejska spółka też może przystąpić. Wtedy zobaczymy, za ile podjęliby się zadania inni przewoźnicy, a za ile MPK. I czy faktycznie trzeba wyłożyć z miejskiej kasy więcej niż 400 tys. zł, a jeśli - to o ile.

Twierdzenie, że zainteresowania przewoźników nie widać, bo żaden dotąd nie zadzwonił - jest śmieszne. A po cóż mieliby telefonować? Dla firm ofertą jest przetarg, a nie prasowe artykuły.

źródło: Gazeta Wyborcza

możliwość komentowania została wyłączona