Wszystkie Ze Szczecina W skrócie Z kraju Według linii

z kraju artykuł

Częstochowa: Prezesowi MPK w Częstochowie już dziękujemy

Tomasz Haładyj, Gazeta Wyborcza,

dodane przez djdark

Pomysł likwidacji sieciówek nasze MPK zaczerpnęło prawdopodobnie z Kołobrzegu. Upada więc argument, że nikt oprócz nas takich rozwiązań nie stosuje. Tylko dlaczego mamy sięgać po najgorsze wzorce?
Gdy zacząłem czytać projekt nowej taryfy MPK, rozpromieniła mi się twarz: wreszcie widać nowoczesne podejście, próbę zachęcenia do podróżowania tramwajami i autobusami tych, którzy z usług MPK w ogóle nie korzystali. Bo podjechać dwa przystanki za 2,20 zł wychodziło im za drogo, ale przecież złotówkę (tak jest w propozycji nowej taryfy) poświęcić już nie żal.

Ale za chwilę mina mi zrzedła: gdzie się podziały bilety okresowe, podstawa funkcjonowania komunikacji we wszystkich szanujących się miastach?! Także w tych, w których są elektroniczne karty.

Nie twierdzę, że rozwiązania zaproponowanego przez prezesa Krzysztofa Nabrdalika nikt nie stosuje. Tak jest w Kołobrzegu, ale nie jest to dobry przykład, a wyjaśnia to w zamieszczonym obok komentarzu prof. Olgierd Wyszomirski z Uniwersytetu Gdańskiego, autorytet w dziedzinie komunikacji miejskiej.

Brak biletów sieciowych uderzy przede wszystkim w stałych klientów MPK. Co więcej, ich liczba w wyniku takiej operacji będzie topnieć zamiast rosnąć, a to drugie powinno być celem polityki każdego miasta. Komunikacja nie jest bowiem zwykłym komercyjnym biznesem. To jedna z usług publicznych, podobnie jak szkolnictwo czy służba zdrowia. Różni się od nich tym, że obowiązuje w niej częściowa odpłatność. Częściowa, gdyż resztę kosztów pokrywa miasto.

Ale motywy dotowania są dziś już inne niż przed laty. Nie chodzi tylko o zapewnienie w miarę taniego dojazdu osobom niezmotoryzowanym. Obecnie przecież większość z nas ma własne samochody, a wkrótce aut jeszcze przybędzie (bo pewnie osiągniemy średnią unijną). Gdy wszyscy zechcą z nich korzystać na co dzień, jak będą wyglądały nasze ulice? A do wybrania samochodu zachęci nowa taryfa MPK - o ile radni uchwalą ją w poniedziałek.

Prezes MPK twierdzi, że im więcej i dalej się jeździ, tym więcej się płaci - to sprawiedliwe. Rozumowanie w tym wypadku trzeba uznać za fałszywe. Rzeczywiście, bilet sieciowy z nieograniczoną liczbą przejazdów oznacza de facto o połowę niższy koszt podróży w stosunku do podstawowej taryfy, jaką jest bilet jednorazowy. Trzeba to jednak traktować jako premię za wierność, czyli za przesiadkę z własnego auta do tramwaju i autobusu. Zresztą normalną praktyką handlową jest dawanie niższej ceny za towar kupiony w dużych opakowaniach. Likwidacja tej premii będzie wyraźnym sygnałem: masz własny samochód, to nim jedź i jeszcze podwieź do szkoły dziecko, zamiast kupować mu bilet.

Częstochowianie powinni powiedzieć Krzysztofowi Nabrdalikowi: "Panu już dziękujemy". Nie twierdzę, że nie powinien on kierować MPK jako spółką. Niech robi to dalej. Ale nie może kreować polityki komunikacyjnej Częstochowy: układać rozkładów, opracowywać taryf opłat. Niech wreszcie zajmie się tym urząd miasta bądź utworzona przez niego jednostka. Bo powierzanie jednej osobie - prezesowi MPK - obu tych ról szkodzi interesowi Częstochowy. I widać to bardzo wyraźnie.

Proponowana nowa taryfa

Bilety jednorazowe byłyby zachowane, ale miałyby kosztować nie 2,20 lecz 2,50 zł. Taniej można by jeździć na podstawie karty elektronicznej, funkcjonującej nie jako sieciówka, lecz tzw. portmonetka: po naładowaniu określoną kwotą odliczano by z niej opłaty za każdy przejazd. I tu kolejna nowość: koszt podróży byłby zależny z jednej strony od przejechanego dystansu (do 2 przystanków, 3-10 i powyżej 10), ale z drugiej - od kwoty, jaką doładowaliśmy jednorazowo kartę (od 20 do 100 zł).

Przykład: po naładowaniu 20 zł, za podróż do dwóch przystanków potrącono by nam 1,20 zł. Ale ładując 100 zł, zapłacilibyśmy 92 grosze. Przy podróży dalszej niż 10 przystanków jej koszt wyniósłby odpowiednio 2,40 i 1,80 zł. To nie wszystko: przy przesiadce, w drugim pojeździe zapłacilibyśmy połowę stawki.

Jednocześnie jednak MPK chce zlikwidować sieciówki. A to oznacza, że ci podróżujący dużo (a przecież to takie osoby kupują bilety okresowe) zapłacą więcej niż do tej pory. Zdaniem prezesa MPK Krzysztofa Nabrdalika jest to sprawiedliwe: więcej jeździsz - więcej płacisz.

Dla "Gazety"

Prof. Olgierd Wyszomirski, szef Katedry Rynku Transportowego na Uniwersytecie Gdańskim i dyrektor Zarządu Transportu Miejskiego w Gdyni komentuje: - Moim zdaniem to bardzo zła polityka. Miasto powinno dbać o jak najszerszą ofertę biletów okresowych o nieograniczonej liczbie przejazdów, bo to przyciąga stałych klientów do przedsiębiorstwa komunikacyjnego. Rozumiem, skąd pomysł częstochowskiego MPK: chce sobie ono zapewnić wyższe przychody, bo w przypadku biletów okresowych dochód z pojedynczych przejazdów jest relatywnie najniższy. A jednak bilety okresowe funkcjonują powszechnie w Unii Europejskiej i większości polskich miast, bo to one sprzyjają dobrej polityce transportowej. Wpływają także na rozwój przedsiębiorstw komunikacyjnych: zachęcają do korzystania z komunikacji miejskiej. Nawet właściciele aut zostawiają często samochody w domu, skoro się to im opłaca. Wymyślony w Częstochowie system mógłby obowiązywać, ale tylko obok szerokiej oferty biletów okresowych, a nie zamiast niej. Osobiście jednak nie jestem zwolennikiem taryfy uzależniającej opłatę za przejazd od czasu jego trwania lub pokonanej odległości. Podstawową zaletą taryfy powinna być jej prostota. Inaczej pasażerowie nie mogą jej zrozumieć. Powinna więc funkcjonować jednolita opłata za przejazd, z jednoczesnym promowaniem krótkich przejazdów do czterech przystanków. Czyli np. cena biletu - 2 zł, a biletu na trasę do czterech przystanków - złotówka.

źródło: Gazeta Wyborcza

możliwość komentowania została wyłączona