Kiedyś TNŻ można było spokojnie zamówić i mieć pewność, że zaraz przyjedzie. Po znaczących cięciach te linie straciły swoją istotę. Nikomu nie chce się sprawdzać rozkładu i czekać w nieskończoność na busa, by przejechać kilka przystanków, skoro szybciej można przejść ten odcinek na pieszo. Nic więc dziwnego, że frekwencja nie dopisała. Teraz sprawdziłaby się formuła telebusa z Krakowa. Bez rozkładu, przyjeżdża kiedy potrzeba i realizuje kurs na wybranym odcinku trasy, co również jest oszczędnością.