Zwykły dzień, chłodny poranek, pasażerowie oczekujący na tramwaj linii 1 lekko podenerwowani. Kursuje co 24 min., spóźnia się już ponad 10. Przyjeżdża po 14. Jeden z pasażerów zaczyna rozmowe z motorniczym: P: Proszę pana, dlaczego nie ejchała ta jedynka piętnaście po? M: Bo było wstrzymanie na mieście i to jest ta co miała być. Wcześniej nie mogła. P: To skandal jest, jak tramwaj nie mógł, to autobus trzeba było puścić! Za co pieniądze bierzecie? M: Ja mam puścić autobus? Ja nie od tego jestem! P: Jak nie pan, to dyspozytor jakiś! Ktoś chyba pracuje? M: Ja tam nie wiem, trzeba było zadzwonić, jak panu się nie podoba... P: To ja zadzwonię, tylko daj pan numer do tego dyspozytora! M: Nie znam...

I tyle w temacie poważnego traktowania klientów/pasażerów. Już nie twierdzę, że motorniczy miał wystawić dyspozytora na ostrzał, bo w sumie on też niczemu nie jest winien. Ale zamiast się wciągąć w nic nie wnoszącą dyskusję, wystarczyłoby może głupie przepraszam, przykro mi, itp... Chyba, że jakiś naiwny jestem..?

-- Przełożony ma ZAWSZE rację, niestety...