z kraju artykuł

GOP: Kradną dziewięć autobusów

Beata Sypuła, Michał Tabaka, Dziennik Zachodni,

dodane przez MQ; zmodyfikowane

Kontrolerzy KZK GOP każdego miesiąca wypisują 15 tysiącom gapowiczów mandaty na łączną kwotę 1,3 mln zł. Jedynie 20 procent tej sumy trafia do kasy związku. Miliona złotych nie udaje się odzyskać. To jednak tylko wierzchołek góry strat. Największy na Śląsku przewoźnik ocenia, że z jego usług korzysta codziennie ok. miliona pasażerów, z tego 7 procent, czyli 70 tys. osób, jeździ bez biletów. Gapowiczów jest więc ponad 2 miliony miesięcznie. Jeżeli przemnożymy to przez cenę pojedynczego biletu otrzymamy około 5 milionów. Związek przez nieuczciwych pasażerów traci co miesiąc 6 mln zł!
- A cena jednego autobusu to ok. 650 tys. zł - przyznaje Marek Klimek, rzecznik KZK GOP. Za 6 milionów można więc kupić - co miesiąc! - dziewięć autobusów. Mimo to związek broni się przed bileterami, nie zgłasza dłużników do rejestru, a komornicy niemal niczego firmie nie dają. Wygląda na to, że najtaniej jest... podnosić ceny biletów.

W Bytomiu znaleziono na gapowiczów sposób: konduktorów. Jednak nieporozumienia między KZK GOP a PKM w Bytomiu mogą spowodować, że pracę stracą 283 osoby, które pilnowały, by każdy wsiadający do transportu publicznego miał bilet.

- Jazda bez biletu jest ciągle traktowana przez społeczeństwo z pobłażaniem, a złapanie gapowicza przez kontrolera rozpatrywane w kategoriach pecha, a nie kary za kradzież. Tymczasem straty przedsiębiorstw komunikacji miejskiej są poważne - mówi Andrzej Kulik, rzecznik Krajowego Rejestru Długów.

KZK GOP nie zamierza jednak iść w ślady podobnych instytucji, które dzięki KRD w sporym procencie odzyskują pieniądze od gapowiczów. Ponoć procedura jest skomplikowana...

Komunikację miejską finansują albo wpływy z naszych biletów, albo gminne dotacje. A gminy czerpią przecież dochody z naszych kieszeni. Dlatego jazda na gapę to zwyczajna kradzież i jest ścigana. Tyle że na Śląsku mało skutecznie. Inne miasta szukały na gapowiczów własnych sposobów. I znalazły.

Do Krajowego Rejestru Długów postanowiły właśnie przystąpić niektóre regionalne przedsiębiorstwa komunikacyjne. Olsztyn i Szczecin - gdy okazało się, że zdecydowana większość gapowiczów uznaje kary za niesprawiedliwą sankcję i nie płaci. Taką filozofię wyznawało aż 70 proc. przyłapanych na jeździe bez biletu, a w Szczecinie ponad 80 proc. Wielu z nich liczy na to, że przedsiębiorstwu komunikacyjnemu nie będzie się opłacało dochodzić kilkudziesięciozłotowego mandatu w sądzie, gdzie procedura jest długotrwała i nie zawsze skuteczna (a zawsze kosztowna).

W lubelskim MPK zimą sporządzono zestawienie gapowiczów pod względem wartości niezapłaconych mandatów. Okazało się, że 6 osób jest winnych ponad 4 tys. zł, 11 zalega z zapłatą od 3 do 4 tys. zł, 91 ma długi od 2 do 3 tys. zł, a 746 a niezapłacone mandaty od 1 do 2 tys. zł. W Krakowie straty wynoszą 2 mln zł rocznie. A w aglomeracji katowickiej 1,3 mln zł. Miesięcznie!

MPK w Krakowie, Lublinie i Szczecinie umieszczają dłużników w Krajowym Rejestrze Długów. Teraz operatorzy telefonii komórkowej mogą nie sprzedać im telefonów, a sklepy - nie sprzedać niczego na raty.

- Współpraca z Krajowym Rejestrem Długów jest jednym z narzędzi stosowanych w odzyskiwaniu należności za jazdę bez biletu. Od czasu uprzedzania dłużników o możliwości przekazania informacji o ich zobowiązaniach do Krajowego Rejestru Długów, czyli od drugiej połowy 2004 r., ściągalność zobowiązań poprawiła się o około 30 proc. - mówi Stanisław Wojnarowicz, rzecznik prasowy MPK z Lublinie.

Natychmiastowymi efektami chwali się także MPK w Olsztynie. Tam radykalnie wzrosła liczba osób płacących kary (rekordziści opłacali jednorazowo nawet do 10 mandatów). W zeszłym roku zaledwie 12 kontrolerów łapało około 6 tys. gapowiczów miesięcznie, teraz 30 złapało tylko 4 tys. W KZK GOP na razie o podobnym rozwiązaniu nie myślą. A tabor się sypie. Zwyczajowo nasyła na gapowicza komornika, a potem - podnosi ceny biletów.

Marek Klimek, główny specjalista ds. informacji i promocji w KZK GOP:

- Koszty transportu publicznego w naszej aglomeracji tylko w 1/3 pokrywane są z dotacji gmin, a w 2/3 dzięki zakupowi biletów przez uczciwych pasażerów. Oni płacą rocznie 240 mln zł, przy budżecie KZK GOP w wysokości 360 mln zł.

Zatrudnianie kontrolerów nie sprawia, że przybywa pieniędzy. Wprowadzanie takiego rozwiązania powoduje tylko, że osoby bez biletu do autobusu nie wsiądą. Z gapowiczami walczymy na rozmaite sposoby: mandatami (od 50 do 90 zł), wysyłaniem upomnień, oddawaniem spraw do sądu, egzekucjami komorniczymi. Do Krajowego rejestru Długów nie przystąpiliśmy, bo tam jest dość skomplikowana procedura.

źródło: Dziennik Zachodni

brak komentarzy