z kraju artykuł

GOP: Kraksa tramwajowa w Katowicach

Katarzyna Piotrowiak, Gazeta Wyborcza,

dodane przez MQ

Krzyki, krew, panika - opowiadają pasażerowie dwóch tramwajów, które zderzyły się w piątek w Katowicach. Lekarze udzielili pomocy kilkunastu dorosłym osobom i dziecku. Czworo z nich zostanie na obserwacji. Policja sprawdzi stan techniczny tramwajów.
28-letnia Ewa Piekarska, mieszkanka Zabrza, jechała tramwajem nr 15 do pracy. Kilkanaście minut po godz. 10, w pobliżu Akademii Ekonomicznej, tramwaj stanął. Ale to nie był przystanek. - Spieszyłam się, więc spojrzałam przed siebie i zobaczyłam, że spawają tory. Nagle coś uderzyło w tył wagonu. Przewróciłam się na plecy - opowiadała Piekarska.

Okazało się, że na tył "15", która zatrzymała się przed barierką ustawioną przez pogotowie torowe, najechała "36". Waldemar Przybyła, motorniczy z "15", który jeździ już od 20 lat, zdążył tylko złapać się za uchwyt w kabinie. - Słyszałem krzyki pasażerów. Myślałem, że od uderzenia tramwaj się zapalił. Kurzyło się, hamulce szczękowe chyba puściły, spychało nas - relacjonuje.

Siła uderzenia pozbawiła równowagi pasażerów. Lekarze z karetek udzielili pomocy jedenastu rannym. Piekarska, wraz z dziewięcioma najbardziej poszkodowanymi, trafiła do szpitala w Murckach. - Jestem mocno potłuczona. Boli mnie cały kręgosłup - skarżyła się.

- Tak walnęło, że nagle znalazłem się z przodu wagonu. Pamiętam tylko płacz dzieci - denerwował się 24-letni Tomasz Działocha, który wyszedł z tramwaju z obitą głową, nogą i bolącym okiem.

70-letnia Krystyna Geisler, która siedziała z przodu "36", uderzyła głową w rurkę. - Wbiła mi się w czoło. Poszyli mnie - bez przerwy dotykała bandaży.

84-letni Antoni Hampel znalazł się na chirurgii z nosem połamanym w kilku miejscach oraz licznymi potłuczeniami. - Szok, krew i krzyki. Motorniczy na pewno nie chciał - powtarzał z trudem, leżąc na korytarzu szpitala w zakrwawionej koszuli.

Motorniczy z "36" niewiele mówił. Był roztrzęsiony. - Nacisnąłem hamulec - zapewniał.

W Tramwajach Śląskich twierdzą, że stan techniczny wozów był rano bez zarzutu. - Wyjechały o szóstej i nikt nie zgłaszał defektu - oznajmił Marek Kilijański, główny specjalista ds. ruchu w spółce Tramwaje Śląskie.

Kilijański twierdzi, że wiek taboru też nie powinien mieć wpływu na wypadek, chociaż średnia to 25 lat. - Ciągle remontujemy - zapewniał. Na pytanie, jak długo mogą jeszcze jeździć wozy, odpowiedział: - Tramwaj ma żywotność do momentu kasacji.

Tramwaje zostały zaplombowane. Policjanci poinformowali, że motorniczowie byli trzeźwi. - Przyczyn wypadku jeszcze nie znamy. Ustalimy, czy był to błąd człowieka, czy zły stan techniczny pojazdu. Sprawdzimy, jak zadziałały hamulce. Dlatego poprosiliśmy o pomoc ekspertów - zapewnił Janusz Jończyk ze śląskiej Komendy Wojewódzkiej Policji.

W szpitalu zostały cztery osoby. Małgorzata Gieburowska, dyrektorka murckowskiej placówki, powiedziała, że zatrzymali pacjentów z urazami głowy. Hospitalizacji nie wymagał sześcioletni chłopczyk z "15". - Udzieliliśmy dziecku pomocy na miejscu. To wystarczyło - dodała Anna Kidawa z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka i Matki.

źródło: Gazeta Wyborcza

brak komentarzy