z kraju artykuł

GOP: Dublowanie na sześciu liniach

Michał Tabaka, Dziennik Zachodni,

dodane przez MQ

W Bytomiu pojawiły się autobusy nowych przewoźników. To efekt ostatniego posunięcia KZK GOP: wypowiedzenia - ze skutkiem natychmiastowym - umowy z PKM Bytom SA. Na razie tylko na 6 liniach autobusowych (wg danych KZK GOP w sumie PKM Bytom obsługuje 12 linii) nr 57, 80, 135, 288, 735 i 820. Ich obsługę przejął już PKM Gliwice i PKM Świerklaniec. Jednocześnie komunikacyjna centrala poinformowała bytomską spółkę, że ma na tych liniach już nie jeździć.
- Z dalszymi decyzjami czekamy - mówi Alodia Ostroch z biura prasowego KZK GOP. - Zobaczymy jaka będzie reakcja PKM.

Bytomski przewoźnik postanowił iść w zaparte i dalej obsługuje wypowiedziane linie. - To jakiś obłęd. Ale z drugiej strony, niech się kłócą dalej. Przynajmniej nie będzie tłoku - mówią zdezorientowani pasażerowie.

Dzięki temu zamieszaniu wczoraj bytomski dworzec autobusowy był zakorkowany przez zdublowane linie. Piotr Heine, prezes PKM Bytom, tłumaczy, że nie mógł nic zrobić, bo wypowiedzenie otrzymał dopiero wczoraj. Co zrobi dzisiaj?

- Będziemy jeździć dalej - zapowiada w imieniu prezesa Laura Klekocka, przewodnicząca Związku Zawodowego Konduktorów. - PKM nie złamał żadnego punktu umowy z KZK GOP. Wszystko po prostu zmierza ku temu, żeby wykończyć bytomskiego przewoźnika i pozbawić setkę ludzi pracy.

Konflikt między KZK GOP a PKM Bytom rozpoczął się w grudniu zeszłego roku, kiedy było już jasne, że nie ma zgody ze strony komunikacyjnego związku na kontynuowanie programu pilotażowego w takiej jak dotychczas formie. To oznaczało zwolnienie co najmniej połowy z 283 bytomskich konduktorów. Ruszyła fala protestów. Murem za konduktorami stanął PKM Bytom. KZK GOP był nieubłagany i zdania nie zmienił. Bytomski przewoźnik postanowił więc konduktorów zatrudnić na własną rękę, pomijając umowę z KZK GOP.

- Stoi za nami ustawa o prawie przewozowym - argumentował wtedy Heine.

W najgorszej sytuacji znaleźli się sami pasażerowie, których postawiono na linii ognia w tej komunikacyjnej wojnie. Raz bilety sprawdzali im konduktorzy PKM, a za chwilę o to samo prosili kontrolerzy z KZK GOP. Obie strony uznawały, że tylko one mogą sprawdzać bilety.

Po kilku dniach wzajemnej szarpaniny KZK GOP powiadomił Prokuraturę Rejonową Katowice Centrum-Zachód o popełnianiu przez konduktorów PKM przestępstwa. Katowiccy śledczy na dniach przekażą sprawę kolegom z Bytomia.

Nie czekając na dalszy rozwój wypadków komunikacyjny związek postanowił wypowiedzieć umowę.

Tylko fakt, że teraz trudno zorganizować u innych przewoźników dodatkowe autobusy, spowodował, że wypowiedzenie dotyczy jedynie 6 linii. Nieoficjalnie wiemy, że zerwanie całej umowy, to kwestia czasu.

To oznacza dla PKM Bytom poważne problemy finansowe. Do ich kasy nie będzie miesięcznie spływać już 2,2 mln zł. A gotówka by się bytomskiemu przewoźnikowi jak najbardziej przydała, o czym świadczy pismo z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach, w którym KZK GOP został poinformowany, że PKM Bytom wstrzymał spłatę kredytu.

Co gorsza, przewoźnik nie ma żadnego pola manewru. Na razie nie może mu pomóc miasto.

- Jeszcze jesteśmy w KZK GOP. Więc mamy związane ręce - tłumaczy Jacek Wicherski, rzecznik prasowy Urzędu Miasta Bytom. - Oceniamy jednak ostatnie działania KZK GOP jako niedobre. Mamy nadzieję, że to tylko okres przejściowy.

Wybory tuż, tuż

Już w przyszły czwartek może dojść do kolejnej rewolucji. W porządku obrad sesji Rady Miasta znalazł się projekt uchwały o wystąpieniu Bytomia z KZK GOP.

- Wtedy będziemy mogli organizować transport we własnym zakresie i nie będzie już dochodzić do takich kuriozalnych sytuacji - uważa rzecznik miasta Jacek Wicherski.

Bytomskie wypowiedzenie będzie jednak skutkowało dopiero po 6 miesiącach. Po drodze zaś są wybory samorządowe. Nie jest powiedziane, że nowi włodarze Bytomia zgodzą się na rozwód z komunikacyjną centralą. Co wtedy?

źródło: Dziennik Zachodni

brak komentarzy