z kraju artykuł

Poznań: Kłopoty z Poznańskim Szybkim Tramwajem

Lech Bojarski, Gazeta Wyborcza,

dodane przez MQ

Kłopoty z Poznańskim Szybkim Tramwajem. Trasa jest co rusz remontowana, tramwaje są przepełnione i coraz częściej wypadają z rozkładu. Żeby rozładować tłok, MPK rozważa wprowadzenie dłuższych, trójczłonowych tramwajów.
W styczniu "Pestce" stuknie równo dziesięć lat. Uruchomienie bezkolizyjnego połączenia Piątkowa z centrum miasta było prawdziwą rewolucją w komunikacji miejskiej. Tysiące pasażerów przesiadło się z tkwiących w korkach autobusów do pędzących tramwajów, a czas podróży do pracy skrócił się im do kilku minut. Poznański Szybki Tramwaj do dziś pozostaje wzorcowym przykładem tego, że w komunikację miejską, zwłaszcza tramwajową, warto inwestować.

Niestety, po dziesięciu latach widać też, że "Pestka" mocno się też postarzała. W tym roku MPK już kilka razy remontowało torowisko. - Żeby przyspieszyć tramwaje, PST wymagałby kapitalnego remontu. Trasę otwarto co prawda w latach 90., ale budowano w technologii z lat 80. - mówi dr Andrzej Krych z Biura Inżynierii Transportu. - Średnie prędkości tramwajów są na "Pestce" niższe niż np. na górnym tarasie Rataj - dodaje.

Jan Firlik, dyrektor pionu tramwajów w MPK oponuje: - Stan techniczny "Pestki" nie jest taki zły. Nocami wymieniamy szyny, bo się zużywają, ale to normalne zabiegi konserwacyjne. Tramwaje na "Pestce" ciągle jeżdżą najszybciej, choć przyznaję, że wydłuża się czas przejazdów. Powodem jest dłuższy czas postoju na przystankach - tłumaczy.

Dlaczego zatem tramwaje dłużej stoją na przystankach? Bo są przepełnione. Pasażerów stale przybywa. Coraz częściej nie mieszczą się w tramwaju i zostają na przystanku. Dotyczy to zwłaszcza porannych kursów w stronę centrum i popołudniowych w przeciwnym kierunku, ale nie tylko. Nawet poranne tramwaje na Piątkowo, które kiedyś świeciły pustkami, teraz są pełne studentów dojeżdżających do kampusu UAM na Morasku. - Popularność "Pestki" powoli przerasta jej możliwości - przyznaje dyrektor Firlik.

Dziś trudno w to uwierzyć, ale przed uruchomieniem trasy PST specjaliści zakładali, że do jej obsługi wystarczą zaledwie dwie linie! MPK od razu skierowało trzy linie, a wkrótce trzeba było dołożyć i czwartą. Teraz w godzinach szczytu tramwaje jednej z nich jeżdżą nawet z częstotliwością 6-minutową, ale to wszystko ciągle za mało. Na dodatek tramwaje coraz częściej spóźniają się lub wypadają z rozkładu. - To już jakaś paranoja. Do jednego tramwaju się nie mieszczę, drugi nie przyjeżdża, a trzeci, jak przyjeżdża, to znów jest tak wypełniony, że nie da się wejść - żali się nasza Czytelniczka.

Jak rozwiązać problem przepełnienia na "Pestce"? Od dawna mówi się o przedłużeniu trasy do Dworca Głównego. Wówczas część tramwajów omijałaby rondo Kaponiera i most Teatralny, czyli miejsca, w których tramwaje tracą czas. Ale zgodnie z uchwalonymi przez Radę Miasta planami taka inwestycja będzie możliwa najprędzej za trzy lata.

Kiedyś planowano też zbudowanie pętli tramwajowej w tzw. dziurze toruńskiej, czyli wykopie kolejowym ciągnącym się na północ od dworca. Stoją tam nawet słupy trakcyjne. "Pestka" działałaby wtedy w zamkniętym obiegu. Nie byłoby problemu z punktualnością, którzy dziś wynika z tego, że tramwaj jedzie przez miasto i jeszcze przed wjechaniem na trasę PST czeka na przystanku na moście Teatralnym. - Taka pętla nie kolidowałaby z planami przedłużenia "Pestki" do dworca PKP - mówi Firlik.

W grę nie wchodzi raczej dołożenie kolejnej linii, bo na bezkolizyjnej trasie tramwaje zaczęłyby się doganiać. Najtańsze i przez to najbardziej prawdopodobne wydaje się wydłużenie tramwajów, choć i tu nie brak problemów. Torowiska i przystanki nie są przystosowane do składów z trzema wagonami. - Taki tramwaj miałby 45 m długości. Nie mógłby skręcić na rondzie Kaponiera. Z kolei gdyby miał jechać przez rondo prosto np. na Głogowską, to przystanek przy parku Wilsona jest za krótki - mówi Firlik. Mimo to MPK poważnie rozważa możliwość dołożenia trzeciego wagonu. Jeśli się na to zdecyduje, dłuższe tramwaje pojawią się na "Pestce" w ciągu kilku miesięcy.

źródło: Gazeta Wyborcza

brak komentarzy