Szczecin artykuł

Praca z żyrantem

Tomasz Tokarzewski, Kurier Szczeciński,

dodane przez MQ

Choć praca dla kierowców i motorniczych czeka, nie każdy może ją podjąć. Pierwsza bariera to cena kursu, podnoszącego kwalifikacje kierowcy lub dającego uprawnienia do prowadzenia tramwaju. Firmy, którym na pracownikach zależy, zaczęły nawet do tych kursów dopłacać lub finansować je w całości. Jak się okazuje, nie wszędzie jest jednak o to łatwo.
- Chciałem zostać kierowcą autobusu, ale nie stać mnie na kurs, który kosztuje 3800 zł - skarży się jeden z Czytelników. - Niestety, w firmie autobusowej na Klonowica dowiedziałem się, że muszę mieć dwóch wprowadzających.

Taka informacja pojawiła się m.in. na stronie internetowej. Szczecińskie Przedsiębiorstwo Autobusowe "Klonowica" informuje, że "podstawowym warunkiem sfinansowania kursu prawa jazdy jest poręczenie złożone przez dwie osoby będące pracownikami SPA-Klonowica zatrudnione na czas nieokreślony". Prezes firmy tłumaczy, że to zabezpieczenie.

- Kierowców brakuje, ale kurs podnoszący kwalifikacje z kategorii B na D, egzamin i zdobycie uprawnień na przewóz osób to wydatek niemal 5 tys. zł. - tłumaczy Krzysztof Putiatycki. - Nie mamy gwarancji, że pracownik, który zdobędzie uprawnienia przystąpi do pracy, albo że jej szybko nie porzuci.

Prezes boi się, że firma nie będzie w stanie odzyskać wydatków na kurs od kierowcy, który wyjedzie do pracy np. w Londynie. W innych podmiotach takie zagrożenie też istnieje, ale radzą sobie. W Szczecińsko-Polickim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym kandydaci na kierowców podpisywali zobowiązanie podjęcia pracy i świadczenia jej nawet przez 3 lata. Firma ma zagwarantowanego pracownika, któremu koszty kursu potrąca z poborów. Podobnie zaczęło sobie radzić narzekające na brak motorniczych MZK oraz SPA "Dąbie". W MZK motorniczych jeszcze brak, ale w pozostałych spółkach wakatów wśród kierowców już nie ma.

- Ryzyko jest, ale radzimy sobie. Można się porozumieć i dodatkowo zabezpieczyć - zapewnia Włodzimierz Sołtysiak, prezes SPA "Dąbie". - Warunki chyba są dobre, skoro właśnie podpisaliśmy kilkanaście kolejnych umów o pracę.

Na Klonowica kolejki chętnych raczej nie będzie. Kandydatom spoza firmy ciężko będzie znaleźć "wprowadzających". Od "Kuriera" część kierowców dowiedziała się, że jeśli kolega, za którego poręczyli w macierzystej firmie porzuci pracę, na nich spadnie obowiązek spłaty jego zobowiązań. Mają więc być tak naprawdę żyrantami i do poręczania za innych się nie spieszą.

źródło: Kurier Szczeciński

3 komentarze