Wszystkie Ze Szczecina W skrócie Z kraju Według linii

z kraju artykuł

Łódź: Wykolejał tramwaje, trafił do schroniska

amk, Gazeta Wyborcza,

dodane przez djdark; zmodyfikowane

Czternastoletni Adam przyznał, że osiem razy doprowadził do wykolejenia tramwaju. Decyzją sądu rodzinnego trafił w piątek do schroniska dla nieletnich.
Chłopaka zatrzymano dzień po wypadku, do którego doszło na skrzyżowaniu ulic Żeromskiego z Kopernika. Podczas mijania się tramwajów linii 11 jeden z wagonów wykoleił się i uderzył w przód nadjeżdżającego pojazdu. Rannych zostało 12 pasażerów. W Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym od początku podejrzewano, że ktoś specjalnie przestawił zwrotnicę, gdy przejechał pierwszy wagon.

Podejrzenia potwierdziły się. - W mieszkaniu nastolatka znaleźliśmy urządzenie, które mogło służyć jako promiennik podczerwieni sterujący położeniem zwrotnic tramwajowych - informował Mirosław Micor, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. Chłopak miał również klucze do szaf sterowniczych, kluczyk do stacyjki tramwaju i instrukcję dla motorniczych.

Początkowo przyznał się do przestawienia zwrotnic w trzech przypadkach, w każdym z nich następowało wykolejenie wagonu tramwajowego. Podczas wizji lokalnej stwierdził, że było osiem takich przypadków w różnych punktach Łodzi. Ranni byli tylko w ostatnim. - Chłopak twierdzi, że do wypadku doszło z winy motorniczych. Wagony nie zderzyłyby się, gdyby jednocześnie nie wjechali na skrzyżowanie - mówi Micor. Chłopak jest znany łódzkiej policji od 2003 roku. - Zniszczenie mienia, groźby karalne wobec ojca, kradzież w hipermarkecie, próba kradzieży samochodu - wylicza rzecznik policji.

Policję zawiadamiano, że chłopak zniszczył elewację i domofon w bloku, wrzucał sąsiadom podpalone szmaty na balkon, owijał poręcze w klatce schodowej szmatami nasączonymi benzyną i podpalał je.

Nastolatek był pod opieką kuratora, miał trafić do ośrodka szkolno-wychowaczego. Od września ubiegłego roku przestał się pojawiać w szkole. Sąd rodzinny prowadził dwie jego sprawy, ale żadna się nie zakończyła. - Nie można było podjąć decyzji bez opinii Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Opiekuńczego. Wyznaczano terminy badania, ale rodzice nie przyprowadzali chłopca - tłumaczy Grażyna Jeżewska z biura prasowego łódzkich sądów. - Na kolejny termin, 30 stycznia, miał być doprowadzony.

W piątek chłopiec stanął przed sądem rodzinnym, który wysłuchał go i zadecydował, że na dalsze decyzje w swojej sprawie będzie czekał w schronisku dla nieletnich.

źródło: Gazeta Wyborcza

możliwość komentowania została wyłączona