Szczecin artykuł

Tylko rewolucja uzdrowi komunikację

Mariusz Rabenda, Gazeta Wyborcza,

dodane przez MQ; zmodyfikowane

Badania komunikacji miejskiej wykazały, że szczecińskie autobusy i tramwaje nie jeżdżą tam, gdzie trzeba. Co z tego wynika? Przynajmniej przez rok - nic.
ZDiTM podpisał nowe umowy na obsługę linii autobusowych, więc żadnych zmian nie można przez rok wprowadzić. A linie tramwajowe trudno poprawiać, skoro sieć trakcyjna nie jest rozbudowywana.

Badania tzw. potoków ruchu na wszystkich liniach autobusowych i tramwajowych były przeprowadzone w listopadzie ub.r. Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego zapłacił za nie 180 tys. zł Stowarzyszeniu Inżynierów i Techników Komunikacji i Uniwersytetowi Szczecińskiemu. 400 studentów liczyło pasażerów wsiadających i wysiadających na poszczególnych przystankach, dodatkowe informacje uzyskano z ankiet. Efekty badań miały być znane pod koniec lutego, później w połowie maja. Oba terminy ZDiTM zawalił.

Dopiero w czerwcu wiceprezydent Szczecina Andrzej Grabiec mógł zapoznać się z syntetycznym opracowaniem wyników. - Ciekawe opracowanie - ocenia wiceprezydent. - Z punktu widzenia racjonalizacji kosztów powinniśmy wprowadzić rewolucyjne zmiany na liniach.

Badania dowiodły, że do przewozów autobusowych i tramwajowych trzeba rocznie dopłacać 24 mln zł! Rentowne jest tylko 11 linii, pozostałe 52 przynoszą straty. Autorzy opracowania piszą wręcz, że komunikacja autobusowa w Szczecinie sprawia wrażenie rozrzutnej, z kolei sieć tramwajowa nie przystaje do potrzeb.

O konieczności dostosowania komunikacji miejskiej do obecnych potrzeb mieszkańców miasta "Gazeta" pisze od lat. W październiku 2005 r. zaproponowaliśmy np., nowe połączenie tramwajowe pl. Rodła z Basenem Górniczym. Odpowiedź ZDiTM-u była zawsze taka sama: - Jak będziemy mieć wyniki badań, będziemy mogli podejmować decyzje o zmianach.

Teraz wyniki wreszcie są, ale... żadnych istotnych zmian przynajmniej przez rok nie da się wprowadzić.

Wprawdzie Marta Kwiecień-Zwierzyńska, rzecznik ZDiTM-u, obiecuje, że wyniki badań będą uwzględnione przy opracowaniu wakacyjnych rozkładów jazdy tramwajów, ale będzie to polegać na zmniejszeniu składów [tj. puszczaniu na trasy jednego wagonu - red.] na liniach, gdzie jest mało pasażerów. - Będziemy też chcieli ograniczyć wielkość autobusów, tam gdzie frekwencja jest mała - mówi Zwierzyńska.

- Przetargi na linie autobusowe niedawno były rozstrzygnięte, umowy są podpisane [z różnymi spółkami autobusowymi miasto zawarło je w dniach 23-24 maja - red.], więc do lipca przyszłego roku ZDiTM nie może wprowadzać zmian - kontruje Włodzimierz Sołtysiak, prezes spółki SPA Dąbie.

- Na liniach autobusowych zmian nie będzie, bo przetarg dopuszcza zmiany do dwóch proc. wartości umowy - potwierdza Grabiec. - Kursowanie tramwajów po wakacjach powinno jednak uwzględniać wyniki badań.

Siłą rzeczy zmiany będą tylko kosmetyczne, bo sieć trakcyjna od kilkudziesięciu lat nie ulega zmianie, nie nadążając za rozwojem miasta. "Drogą do poprawy efektywności linii tramwajowych może być rozbudowa tras do nowych osiedli i przejęcie znacznej części pasażerów z autobusów albo stopniowe ograniczanie ruchu tramwajów, które w końcu doprowadzi do [zamknięcia] niektórych odcinków" - piszą autorzy opracowania. Ich zdaniem teraz należałoby przeprowadzić kolejne badania ustalające, skąd i dokąd ludzie jeżdżą - dopiero to ostatecznie pozwoliłoby zracjonalizować siatkę połączeń.

Wyniki badań

Najrentowniejsze linie*:

75 - 1 mln 093 tys. zł
B - 781 tys. zł
11 - 738 tys. zł
12 - 709 tys. zł
4 - 465 tys. zł

Największe straty:

6 - 3 mln 537 tys. zł
7 - 2 mln 503 tys. zł
8 - 2 mln 456 tys. zł
103 - 1 mln 445 tys. zł
101 - 1 mln 367 tys. zł

*kwoty obliczone w skali roku

źródło: Gazeta Wyborcza

21 komentarzy