kwgpp napisał(a):
Ale "teoretycznie" mógł się tam zamiast Balbiny znaleźć wózek z dzieckiem, który zaklinował by się w studzience kanalizacyjnej. I tak dobrze, że tak się skończyło (jakby kierowca wyszedł na zewnątrz i autobus był na "D" i puścił przystankowy, to dopiero by było, mogło się to o wiele gorzej skończyć). Prawie niemożliwe, ale jednak, w końcu to SPAK :), nie można ufać do końca technice. Tak jak do wczoraj nikt by nie przypuszczał, że autobus "sam potrąci" Balbinę. Jaka by Balbina nie była i co złego nie zrobiła (mi też krwi napsuła), to w tym przypadku nie ma jej winy, poza tym, że wlazła przed autobus. I nie, że ją bronię, ostatni jestem do tego. W tym przypadku zawiniła rutyna (przystankowy zawsze działa) , spak (no jednak nie zawsze) i po prostu nie zaciągnięcie "ręcznego".

Zawór manetki hamulca ręcznego to też element, który może się popsuć i nie zadziałać, chociaż przeważnie psuje się w taki sposób, że nie odpuszcza i autobus nie ruszy, to jednak może zdarzyć się też sytuacja przeciwna. Nie można zawsze na 100% ufać technice jak wyżej napisano i wcale nie musi być tu winy kierowcy. Autobus może ruszyć będąc na "N", wystarczy, że jest pochyłość terenu i się zwyczajnie stoczy lub po prostu na skutek błędu innego uczestnika ruchu zostanie popchnięty bo ktoś z tyłu nie wyhamował i wjechał w stojący autobus. Mało było takich sytuacji? Dlatego wciąż uważam, że celowe długotrwałe przebywanie przed autobusem stojącym na przystanku jest zachowaniem niebezpiecznym.